OLZUSY u Fajwokloków

Wpisy

  • wtorek, 31 października 2017
    • Halloween!

      Dzis rano obudzilam sie do wywiadu w Radio Zet z kims tam kims tam (z kosciola), kto przekonywal sluchaczy dlaczego Kosciol Katolicki absolutnie nie pochwala Halloween (bo to swieto poganskie. A znicze tez kiedys byly poganskie, dopytuje reporter. Ale znicze to swiatlo, to znak zycia, a poza menora (swiecznik zydowski) to juz od dawna w religii jest, wiec znicz nie jest poganski, no i w dodatku naukowe badania udowodnily, ze jak dzieci sie przebieraja na Halloween i widza slodycze w ksztalcie duchow i tak dalej, to bardzo to przezywaja, i to prawie jest jak trauma).

      Jak to jest naprawde z tymi badaniami naukowymi to nie mam pojecia, ale postanowilam, ze sie wymaluje do pracy, bo fajny filmik instruktazowy widzialam. I sie wymalowalam. Ola od samego rana mi tylek trula, ze chce lazic na tzw. Trick or Treat - bardzo popularna w UK i w Stanach Zjednoczonych tradycja. W dniu Halloween domy sa dekorowane - dynie z powycinanymi 'mordami' i swieczka w srodku, kosciotrupy, duchy, nietoperze, pajeczyny, i wszelkiego rodzaju rozne takie. Dzieci (z kims doroslym) chodza od domu do domu, gdy ktos otworzy drzwi krzycza: "Trick or treat!!!" (czyli albo dacie nam slodycze, albo wam splatamy psikusa). I dostaja cala mase slodyczy, ktore w normalnym zyciu dzieci jadlyby przez caly rok, no ale przeciez jest Halloween!

      Olka od samego rana tylek mi trula, ze chce chodzic po domach. Jak do tej pory dziewczyny co roku w Halloween byly u ojca, wiec nie mialam problemu, przejmowac sie nie musialam. W tym roku dla odmiany na mnie spadl obowiazek 'psikusowania'. Wcale mi sie nie chcialo, i powiedzialam, ze absolutnie nie.

      Wracam z pracy.

      Powitalo mnie dziecko, ktore samo sie przerobilo na 'szalona pielegniarke'. Bylam pod wrazeniem! Wysmarowala sie sztuczna krwia, na szyi zrobila sobie 'rane', lub 'naciecie' - cala jej kreatywnosc wyszla - uzyla papieru, pomalowanego make up-em, wypelnionego sztuczna krwia, i do szyi przyklejonego MIODEM!!!! (bo klej nie trzymal, jak sie dowiedzialam).

      Nie moglam odmowic! Wyszlysmy na ulice.

      Hordy dzieciakow szwedaly sie od drzwi do drzwi, co trzeci dom ma dynie wystawiona przed domem.

      Ponad godzine zajelo nam przejscie dwoch ulic (wcale nie takich znow dlugich.....).

      Po poltorej godzinie wrocilysmy do domu, z zapasem slodyczy dzieki ktorym mozna 10 kilo utyc.

      Ola szczesliwa. Ja tez, bo szczescie dziecka przynosi  radosc.

      A oto moja pielegniareczka (nie wiem, co sie dzieje ze zdjeciami, kazde jest w poprzek!!!).

      20171031_16.24.16

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Halloween!”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      sylwiastep
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 października 2017 21:28
  • piątek, 20 października 2017
  • czwartek, 07 września 2017
  • poniedziałek, 14 sierpnia 2017
    • Ptasia mama

      Dwa tygodnie temu Ola z Babcia ocalyly malego ptaszka od smierci. Lezal sobie w trawie, zupelnie nieprzytomny. Nigdzie w okolicy nie bylo gniazda, do ktoreog mozna byloby go wlozyc. Malutki drozd spiewak.

      Zabraly go do domu.

      Ola karmila ptaszka, dawala mu pic ze strzykawki. Ptaszek rosl w tempie super szybkim.

      Przyjechalam do Polski, i sie w nim zakochalam. Jako, ze Ola nieco sie znudzila opieka nad swoim nowym dzidziusiem, ja przejelam obowiazki ptasiej mamy. 

      Uczymy go latac, probujemy nauczyc, jak samodzielnie jesc (jak na razie nie potrafi zbytnio, trzeba mu wkladac gleboko do dzioba).

      Zazwyczaj siedzi w otwartej klatce w domu, ale nigdy nie wychodzi. Ostatnio nauczylam go, ze aby dostac jesc, musi wyskoczyc z klatki na jej otwarte drzwiczki. Czasami Ola wyprowadza go na spacer, na trawe. Czesto siedzi w klatce na balkonie - zamknietej.

      Dzisiaj Ola zapomniala zamknac klatke, ktora stala na balkonie. W pewnym momencie Zuzia zauwazyla, ze ptaka w klatce nie ma!

      Panika. Przeciez on zupelnie nieprzygotowany do zycia - latac nie umie, polowac nie umie, ba, jesc sam nie umie, psow i ludzi sie nie boi.... Wyruszyla ekipa na poszukiwanie ptaszka pod blokiem, ale niestety, nigdzie go nie bylo. 

      Juz stracilam nadzieje, ze nasz malutki drozd bedzie zyl.

      Po 3 czy 4 godzinach Ola zwolala kolezanki, i wszystkie wybraly sie na poszukiwania drozda. Ja siedze sobie na balkonie, z psem na kolanach, w pewnym momencie cos mnie drapnelo, zatrzepotalo, ja patrze, a przez barierki balkonu wpadl nie nikt inny, tylko nasz malutki ptaszek!!! Usiadl mi na kolanach, i szeroko otworzyl dzioba!!! 

      Pewnie polecial sobie na spacer, na zwiedzanie, zglodnial, i wrocil do domu na obiad....

      Teraz sie zastanawiamy - powinnysmy go trzymac w otwartej klatce na balkonie, zeby sobie wylatywal i przylatywal, kiedy chce? Ale jesli on jeszcze za maly i zupelnie nieprzystosowany, to czy nie zginie? Ktos moze wie, zna sie, zna jakiegos eksperta?

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (14) Pokaż komentarze do wpisu „Ptasia mama”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      sylwiastep
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 sierpnia 2017 13:28
  • piątek, 04 sierpnia 2017
    • Polscy projektanci, i ich ceny

      A skoro juz o 'drogosci' mowa... polscy projektanci cenia sie bardzo, bardzo wysoko....

      Taka Gosia Baczynska, za sukienke zyczy sobie 12 tysiecy zlotych... to £2500. A za tyle mozna ze spokojem kupic sukienke bardzo znanego projektanta wloskiego. Lub francuskiego. 

      Najtansza jej rzecz to kolnierzyk, za 300 zlotych (£63). 

      Mysle, ze ceny sa rezultatem tego, ze niejaka Kasia, zona przyszlego krola Anglii, miala sukienke Gosi gdy odwiedzila Polske calkiem niedawno... Mam racje? 

      Lub taka Ewa Minge, ktora teraz nazywa sie Eva. Pamietam dawno temu kupilam jej spodnie i gorset w Galerii Mokotow, za bardzo rozsadna cene. Nie sadze, aby jej ubrania teraz mozna bylo nazwac 'rozsadnie ocenione'.

      Albo Teresa Rosati. Pamietam, gdy slub bralam chcialam sobie jej sukienke kupic, na poprawiny. Nie pamietam, ile kosztowala, ale teraz patrze, i jej sukienki wieczorowe kosztuja okolo 4000 pln. Nie sadze, abym tyle chciala wydac na sukienke na poprawiny. 

      Moim zdaniem ceny w Polsce rosna w zastraszajacym tempie. Czyzby oznaczalo to, ze w Polsce robi sie wielka przestrzen pomiedzy 'normalnymi' ludzmi, a klasami wyzszymi? Czyzby podzial na klasy stawal sie coraz wyrazniejszy? 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Polscy projektanci, i ich ceny”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      sylwiastep
      Czas publikacji:
      piątek, 04 sierpnia 2017 19:16

Archiwum

Kanał informacyjny