Menu

OLZUSY u Fajwokloków

A to bedzie niesamowicie szczery wpis. Bolesny.

sylwiastep

Life happens, jak to mowia Anglicy. Lub zycie sie toczy, chyba najlepsze polskie tlumaczenie. A my sobie z tym zyciem sie borykamy, z dnia na dzien, i nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakimi jestesmy bohaterami codziennego zycia.... 

Spotkalam sie dzisiaj na lunch z kobieta z pracy. Nie wiedzialysmy o sobie nic. Z wyjatkiem tego, ze jej maz ja zostawil dla innej kobiety. Tak, jak moj mnie zostawil. 

Rozmawialysmy sobie przy tym lunchu, i opowiadalysmy sobie swoje historie. I w polowie swoich opowiesci, sluchajac siebie, nagle mowie do niej: takiego gowna najlepszy pisarz by nie wymysli, co? Bo zycie jest najlepszym pisarzem opowiesci zyciowych. 

Streszczajac moje osobiste 'gowna', dziecko urodzone z pokiereszowanymi jelitami, operacja od razu po urodzeniu. Potem placz dzien i noc, dzien i noc, przez dwa lata, kolezanka mi przypomniala ostatnio, ze cieszylam sie, ze przespalam 3 godziny na dobe....Dziecko, ktore ma niewyleczalna chorobe pluc, diagnoza, ze mukowiscydoza, ze przecietnie zyje sie z tym 34 lata... jak tu zyc wiedzac, ze twoje dziecko umrze przed toba...codzienne fizjoterapie, oklepywanie, antybiotyki, walka. Maz, ktory byl miloscia mojego zycia, zostawia mnie dla mlodej azjatyckiej siksy, kiedy nasze dzieci mialy rok i piec lat. Sama, w obcym kraju. Lazilam po klubach, pilam i palilam. Pozniej podjelam decyzje, i wyjechalam z Kataru, pojechalam do Anglii, gdzie wyladowalam z trzema walizkami, dwojka dzieci (4 i 8 lat), i bez niczego innego, gdzie nie znalam nikogo, nie mialam nikogo, bez znajomych, bez rodziny, w obcym kraju, bez pomocy. Mieszkalysmy przez kilka miesiecy bez lozka, bez krzesel, spalysmy na podlodze, siedzialysmy w salonie na podlodze, jadlysmy z talerzy na podlodze, bo stolu nie mialysmy. Milosc trudna, do mezczyzny, ktorego spotkalam w zlym momencie, kiedy sama nie wiedzialam, czego chce. Dowiedzialam sie, ze on byl wlasnie tym, co  chcialam gdy bylo juz za pozno, gdy zapadl na chorobe pluc. Po podwojnym przeszczepie dane nam byly kolejne dwa lata, szansa na naprawienie tego, co zmarnowalismy wczesniej, klocac sie i zrywajac co chwila. Niestety, przeszczep zostal odrzucony, i znow zostalam sama, osoba, ktora kochala mnie i moje dzieci nad zycie odeszla, zostawiajac pustke i depresje. Dlaczego wytrzymales ze mna tyle czasu, pomimo, ze taka okropna bylam, zapytalam go dwa dni zanim zmarl. Bo wiedzialem, ze jestes 'moja jedyna', odpowiedzial. Cala seria randek, spotkan z panami, idiotami, dzentelmenami i fiutami. Na przyklad jeden taki, ktory w wieku 45 mieszkal z mama, i zaczal narzekac, ze samotne matki dostaja wszystkie domy od urzedu miasta, i on, biedny, nie moze dostac, bo nie ma dzieci... albo jeden taki, ktory mowil, ze ma 55 lat, okazalo sie, ze ma 68, ktory dokonal genialnego odkrycia, ze jestem prostytutka, bo stac mnie na wakacje, jak jestem na wakacjach to nie tesknie za swoimi dziecmi, mam samochod, oraz nie zaprosilam go do domu... niezbite powody, ze jestem prostytutka.... po tym jak mu kazalam spadac znow zapisal sie do Tindera. Tym razem mial 53 lata. Dziecko, ktore sie okalecza (to taka moda teraz w szkolach angielskich, podobno....). Jak opisac uczucie, gdy sie widzi uda i ramiona swojego dziecak posiekana przez zyletke? Chyba sie nie da... Dziecko z ADHD. Dziecko z myslami samobojczymi, planujace swoja smierc. Corka nieszczesliwie zakochana w dziewczynie, ktora chce byc chlopakiem, i przechodzi proces zmiany plci,  probujac przy tym przedawkowac leki. To takie moje osoboste "gowna", z ktorymi musze sie zmagac codziennie. Nawet sobie nie uswiadamiajac tego, ze sie z nimi zmagam. Bo to po prostu jest moje zycie codzienne.  

Tak. Wszyscy mamy swoje 'gowna'. Wszyscy jestesmy bohaterami. Nawet sobie nie zdajac z tego sprawy. Bo to jest po prostu nasze zycie codzienne.

Moja znajoma, z ktora sie spotkalam, jezdzi na wozku inwalidzkim. Maz ja zostawil jak jej zdrowie zaczelo sie pogarszac, bo 'nie mogl sobie z tym poradzic', to bylo dla niego 'zbyt ciezkie do zniesienia'. Wiec odszedl do mlodszej, zdrowej kobiety. Pewnie nie mogl sobie poradzic ze swoim 'gownem'... 

Zapytalabym Was jakie sa Wasze ..... ale wiem, ze to bardzo osobiste pytanie. Ten wpis jest bardzo osobisty. Ale rozmowa z moja znajoma uswiadomila mi, ze kazdy z nas na codzien boryka sie z wieloma problemami. Duzymi, malymi. Ale sobie radzimy, lepiej, lub gorzej, ale radzimy. Bo musimy. Bo jestesmy silni!

 

Komentarze (29)

Dodaj komentarz
  • iss-ola

    Przytulam Cię mocno.
    Znalazłam ostatnio przypadkiem na Facebooku stronę Totalna biologia w praktyce, poczytałam i mnie bardzo zainteresowało, nie wierzę jeszcze we wszystko, ale coś w tym ewidentnie jest. Jak będziesz w odpowiednim nastroju poczytaj, może znajdziesz lekarstwo dla dziewczynek.

  • moonfairy

    Nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak poważne potyczki z życiem prowadzisz... Oj, oczy mi się spociły... Przytulam Cię mocno. Dziękuję za tę szczerość. Nie każdy umie być szczery, kisimy w sobie te swoje tajemnice, nie wiem, po co. Tak, shit happens. Każdemu.

    A totalna biologia do mnie kompletnie nie przemawia. Za to Medical Medium, Anthony William, i owszem. Polecam jego książki, stronę na FB, stronę www. Zdaje się, że o mukowiscydozie też gdzieś wspominał.

  • ani_anka

    oj, właśnie trafiłaś tym wpisem w moment w którym u mnie też "szambo wybiło", ech życie :( , w środę jeszcze piłam i płakałam, dziś próbuję się otrzepać; trzymam kciuki za Ciebie, jak możesz potrzymaj za mnie :*

  • Gość: [Iwona] *.kpn.net

    Chyba nikt z nas nie wiedzial ze Twoje zycie az tak bylo/jest pokrecone :( Najwazniejsze ze walczysz i sie nie poddajesz. Kazdy z nas ma swoje "gowno". Moje pierwsze 7 lat w Holandii to tez chyba najgorsze lata mojego zycia i choc rodzina mi kazala zostawic mojego faceta i wracac to zacisnelam zeby i powoli powoli ruszam do przodu. Idealnie nie jest bo i Holandia to nie wymarzony kraj na kariere i moje marzenia o fajnej rozwojowej pracy musialam odlozyc na bok. Dzieci nie mam wiec jakas czesc problemow mnie omija ale za to mam sporo problemow z rodzina partnera, bo to nie poziom ludzi z jakimi mialam kiedykolwiek stycznosc w Polsce. Buractwo to delikatne okreslenie ;) ale przeprowadzilismy sie do innego miasta, teraz zyje sie nam spokojniej. I moze moze kiedys jak dostane wreszcie stala prace/ a nie przez biura pracy to wreszcie zaczne zyc pelnia zycia. Tego tez Tobie zycze Sylwio!

  • Gość: [Glukoza] *.dynamic.chello.pl

    Chcialabym powiedziec ci cos milego, optymistycznego. Chcialabym umiec przekonac cie, ze bedzie (duzo) lepiej, Ale w zlym dla mnie czasie czesto nie umiem przekonac sama siebie. Po prostu trwam i w miare mozliwosci staram sie. Teraz widze, ze za malo.

  • sylwiastep

    Dzieki, dziewczyny!!

    Iss-Ola, nigdy nie slyszalam, ale poszukam, i poczytam, dziekuje.

    Moonfairy, Medical Medium tez poszukam, i tez nigdy nie slyszalam!

    Ani-Anka, nie pij za duzo, ale mam nadzieje, ze otrzepywanie idzie Ci skutecznie, cokolwiek tam sie wydarzylo, kciuki trzymam od wczoraj za Ciebie!

    Iwona, dziekuje za podzielenie sie! Ciezko musi Ci byc zyc w kraju, ktory nie jest tym wymarzonym, bez wsparcia rodziny (choc mam nadzieje, ze juz sie przekonali do Twojego faceta po tylu latach...?), i uzerajac sie z 'burakami'! Powodzenia w znalezieniu stalej pracy, czy trudno jest? (pamietam jak ja szukalam pracy, nikt mnie nie chcial, bylo to bardzo demobilizujace, czlowiek czuje sie bardzo zniechecony do calego procesu....).

    Buziaki i usciski dla Was wszystkich! xoxo

  • Gość: [Edi] *.nch.com.nch.com

    Sylwia, naprawde dzieki za ten szczery do bolu wpis. Nie oszczedzalo cie zycie. Przytulam cie mocno. Niech juz sie wszystko "wyprostuje" i "rozplacze". Sciskam mocno.

  • kika_73

    Sylwio!
    Czytam cię już chyba z 10 lat (albo więcej). "Bajeczne" życie w Katarze wyglądało zajebi... ście, dziewczynki w tiulach przy palmie itd. Pamiętam, owszem jak urodziła się Młoda.. gdzieś pomiędzy wierszami, że rozeszłaś się z facetem..., ale nie wyglądało to na coś więcej niż codzienne "dramaty" zdarzające się prawie każdemu... Jednak jak się to spisze, spojrzy z odległości to widać jakie jesteśmy kurde silne w tym codziennym dniu... całusy...

  • milagros_1

    Zaprosiłam Cię do mojego bloga. Czytam Cię od dawna...przyznam, wstrząsnęło mną jak bardzo miałaś pod górę.....i jak dawałaś sobie radę. Jak to człowiek nigdy nie wie jakie tajemnice kryją się pod pozorem w miarę spokojnego życia.

  • tessa37

    Sylwio, przylacze sie do zdania, ze nikt z nas nie wiedzial, jak ciezkie przezycia masz za soba i z jakimi problemami borykasz sie na codzien.
    Wielki podziw i szacunek nie tylko za to, ze dajesz sobie doskonale rade, ze sie nie poddjesz, ale tez za to, ze bije z Twoich wpisow taki optymizm, poczucie humoru i radosc zycia.
    Moje "gowna" mam juz za soba, obecnie mam dobry okres w zyciu, a problemiki, jakie czasem sie trafiaja nie nazwalabym nawet "gowienkami".
    Zycze waszej trojce przede wszystkim zdrowia, w kazdym jego aspekcie, zycze, zeby dziewczyny znalazly swoja droge w zyciu i wyrosly na spelnione, pewne siebie i szczesliwe kobiety, a tobie-spokoju i milosci.

  • Gość: [p.p.] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Miałem kumulację złego parę lat temu, już jest lepiej, powoli się wygrzebuję. Dużą pomoca w wygrzebywaniu jest zawarty z dziećmi pakt o nie(auto)agresji. Dogadaliśmy się, gdy było najgorzej, że dopóki się nie wygrzebiemy, to dzieciaki nie dokładają nam do rozwiązania własnych głupot, modnych problemów etc. Łatwo to dla nich nie było, np. córka spławiła chłopaka (najprzystojniejszy w okolicy, szkoda że z charakteru jednak dzieciak), zamiast zagranicznych wycieczek zaczęły zarobkowac etc. Już chociażby z braku czasu omijały towarzystwo z tendencjami do używek i cięcia się. I jak wspomniałem rezultaty już są, jak znów jakaś choroba nie wyskoczy, to do brzegu mamy całkiem blisko.
    Czego i Tobie życzę.

  • sylwiastep

    Edi, Uscski dla Ciebie tez! I dzieki.

    Kika, no wlasnie tak jest, na codzien nie widzi sie tego, co nam sie przytrafia, dopiero z perspektywy czasu. Ale to rowniez odnosi sie do dobrych rzeczy - narzekam, ze nic sie nie dzieje, ze zycie nudne, a pozniej ogladam zdjecia, i mysle, a, tam bylam, o, to zrobilam.... jednak cos sie dzieje... :) (p.s. Dzieki, ze jestes ze mna przez te wszystkie lata!!! xx)

    Milagros, dziekuje za zaproszenie, juz zaakceptowalam, i bede czytac!

    Tessa, dziekuje bardzo. Tak, jak napisalas, zdrowie najwazniejsze, no i jesli moje dziewczyny wyrosna na dobrych ludzi, i beda mialy spelnione zycie, to znaczy, ze cos jednak mi w zyciu wyszlo.... ale to sie dopiero okaze za lat kilkanascie!

    PP, podoba mi sie to, pakt z dzieciakami o nieagresji.... musze taki z Ola chyba zawrzec... Chociaz wydaje mi sie, ze wykonywanie paktu to ciezka robota! Tobie gratuluje udanych dzieciakow, ktore twardo stapaja po ziemi! I obyscie do brzegu jak najszybciej dotarli!

  • Gość: [Mar] *.dyn.plus.net

    Wszyscy mamy swoje gowna...

    Po 16 latach malzenstwa maz zostawil mnie dla innej, a moze to ja kazalam mu wypier... jak dowiedzialam sie, ze od 9 mcy zyje na 2 domy. Wcale nie mlodsza, ale chudsza, ladniejsza, zadbana.
    Ja mam nadwage, obwisle cycki po wykarmieniu 2 dzieci i jestem brzydka.

    Teraz zyje sama z 2 dzieci, w tym nastolatkiem, ktory potrafi rzucic talerzami o sciane krzyczac "shut up you fuckin'dog". Boje sie wlasnego syna, boje sie o niego jeszcze bardziej.
    Pewnie juz bym skonczyla ten marny zywot, ale mam tez 5 letnia corke, zyje dla niej.
    Zyje marnie, bo ledwo wiaze koniec z koncem. Nie jestem leniwa, ale nie mam nikogo zeby sie nia zajal.
    Jestem sama, bede sama
    Oh, przeciez nie jestem sama, zapomnialam o kolezance depresji, moj najwierniejszy towarzysz, czasami mam tez goscia w postaci panic attacks. I tak sobie zyjemy caly dzien w stresie, zeby wieczorem poplakac w poduszke.

  • Gość: [troll30] 47.202.6.*

    Witaj Sylwia. Twoj blog czytam jeszcze od czasow katarskich. Zaczelam w momencie kiedy ledwo dawalam rade utrzymac glowe nad powierzchnia mojego wlasnego gowna. I uwierz lub nie ale dawalas mi nadzieje. Bo skoro Ty potrafilas dac rade sama z dwojka dzieci, w obcym kraju, to ja tez moglam. Sama z piecioletnim dzieckiem, w obcym kraju, bez zadnej rodziny, z gowniana praca na pol etatu, po tym jak ex maz wyfrunal sobie do Polski. No i dalam. Raz lepiej, raz gorzej, ale dalam. I dzis juz wiem, ze nigdy wiecej nie wejde w zwiazek, w ktorym musialabym tolerowac rzeczy dla mnie nieakceptowalne. Dziekuje :-)

  • Gość: [Mar] *.dyn.plus.net

    Btw tez czytam Cie z czasow jeszcze przed Olkowych. To moj pierwszy komentarz, w sumie chyba nawet pierwsze pozalenie sie nad soba.
    Wielki dziekuje za ten wpis

  • red.tarnow

    Uf, czytam i oczom nie wierze. Nie wiem jak to wszystko wytrzymujesz ale wiem ze w koncu musi byc dobrze. Pamietam jak zastanawialas sie nad dekoracja do jadalni, jak wybieralas kolory do domu. Katar tez pamietam, ale to ze po walce o zdrowie dziewczynek, dalej musisz walczyc o nie, nawet sobie nie wyobrazalam. Jestem pewnie najstarsza emigrantka , wydawalo mi sie ze nam nie bylo lekko ale tylko swiat zewnetrzny musielismy oswoić. Bogu dzieki , dzieci nigdy nie ulegly wpływom otoczenia, a czytajac Twoj jakze wazny wpis , mogły. Rzeczywiscie zycie pisze scenariusze, ktore nikt by nie wymyslil. Zycze Ci zeby juz nie bylo gorzej i wierz mi nie zawsze tak bedzie. Przesylam pozdrowienia i szczerze Cie podziwiam . Grazyna1

  • ceramikoboguisobie

    Czytam wpis i komentarze i ...głupio mi za facetów. Może to mała pociecha ale nie wszyscy są tacy. Wiem, brzmi bardzo nieporadnie... Trzymam kciuki za Ciebie i dziewczynki. Pozdrowienia

  • Gość: [takajedna_ja] *.tbcn.telia.com

    oj, przeczołgało cię.
    Czasem mam wrażenie, że ludzie bywają przeklęci. Naprawdę, czasem spotkam takich ludzi, którym na głowę spada wszystko co możliwe. Jakby ktoś ich przeklął. A oni po kolejnym ciosie wstają, otrzepują kolana i prą do przodu. Może nie mają wyjścia i muszą.
    I w takich razach myślę sobie, że nie, największym pechowcem świata to jednak ja nie jestem.

  • Gość: [kasia smith] *.dynamic.chello.pl

    Uff
    No to się przelało,
    Nic mądrego nie napiszę, ale wszystkie trzy strasznie cierpicie. Ta córka, która się tnie żyletką (w Polsce też się tną) to tak daje upust swojemu wewnętrznemu bólowi. W Polsce kiepska jest pomoc takim rodzinom (nie tylko dziecku).
    Może dałoby się wyciągnąć ją na zajęcia z boksu?
    Słyszałam, że to pomaga. Pozdrawiam


  • sylwiastep

    Mar, bardzo mi sie ciezko i smutno czytalo Twoj komentarz. Poprosze Cie tylko, abys poszla do lekarza, depresje trzeba leczyc, tak samo jak angine czy inna chorobe ciala. Prosze Cie. Rowniez sie tak samo czulam tych kilka lat temu, i rowniez male dzieci tylko mnie przy zyciu trzymaly. Idz do lekarza. Prosze! I jesli chcesz napisac zeby sie pozalic, albo cokolwiek, to pisz!! xx

    troll30, jest mi niezmiernie przyjemnie, i jestem zdziwiona, ale bardzo sie ciesze! Az mi sie lza w oku zakrecila! Ciesze sie, ze teraz juz jest lepiej.

    Grazyna, dziekuje. Dobrze, ze dzieci Wasze nie ulegaly zlym wplywom, bo to jest bardzo dolujace. Czlowiek czuje sie bardzo bezradny...

    ceramikoboguisobie, pewnie, ze nie wszyscy faceci zli! Kobiety tez czasami zle bywaja :) I dobre. I panowie dobrzy tez. To wszystko kwestia osobowosci. Ale rowniez nikt nie jest calkowicie zly, albo calkowicie dobry. Wszyscy jestesmy mieszanka, w roznych proporcjach tylko :)

    takajedna_ja, ja zawsze sobie mysle, ze inni maja gorzej. Bo wiele ludzi naprawde ma... A poza tym ludzie sa silni, trzeba sie otrzepac, i ciagnac dalej. Czasami nas to przerasta, ale miejmy nadzieje ze wtedy mozna reke wyciagnac po pomoc... (podobno 1 na 4 osoby w ciagu swojego zycia przejdzie przez jakies problemy psychiczne...)


    Kasiu, mloda juz przestala sie ciac, teraz druga o tym mysli (pisze, przeczytalam). Wkurza mnie ta moda. Ale z drugiej strony dzieciaki teraz maja olbrzymia presje, i poziom anxiety (? jak to po polsku jest?) jak wiezniowie w latach 50!!! Ach, boks to dobry pomysl, teraz chodzi na sztuki walki, zobaczymy, czy jej sie spodobaja!

    Usciski i buziaki dla wszystkich z Was ponizej, doceniam bardzo. I powiem, ze nie mam najgorzej.
    Dodam rowniez slowa piosenki z 'Metra' Jozefowicza, ktore sobie czesto spiewam:

    "Gdy jest zle, to dobry znak, bo musi znow lepiej byc"

    xxxx

  • fg2002

    Nie wszyscy jesteśmy bohaterami, ale Ty jesteś. A dotychczas to kryłaś.

  • sylwiastep

    fg, wszyscy jestesmy bohaterami, bo wszyscy mamy swoje problemy, z ktorymi musimy sie codziennie zmagac... Gorace pozdrowienia i usciski!

  • Gość: [ToJa] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Wstrząsnął mną ten szczery wpis. Czytam Twojego bloga od początku. Jestem już na emeryturze. Marzyłam, że będę uprawiała ogródek, cieszyła się wnukami, ale dopadło mnie gówno. Wiele problemów na raz się zwaliło i mój rak to nie największy w tym problem. Staram się żyć i udawać, że wszystko jest ok i tylko te bezsenne noce są najgorsze

  • Gość: [justinehh] *.as13285.net

    Właśnie się okazało że zostałam sama. Moja bliska koleżanka wcale nie jest bliska, bo odzywa się tylko jak czegoś potrzebuje, jak ja potrzebuję, to ona nie ma czasu. Powiedziałam takiemu jednemu, że mi na nim zależy, a on odparł, że mam sobie spadać. Nie mam dzieci, znajomych, nie wiem, gdzie mam poznać kogokolwiek, dopada mnie coraz większa obojętność. Nie wiem, co mam w sobie zmienić, żeby ktokolwiek mnie zaakceptował. Pracuję przez agencję, ostatnio trzy czwarte ludzi w dziale gdzie pracuję dostało kontrakty, ja nie. Próbuję rozmawiać z dziewczynami z pracy, ale one mają swoje rodziny, nie rozumieją, każą mi tylko przestać się nad sobą użalać. A ja chciałabym tylko mieć faceta, grupkę dobrych znajomych i stałą pracę. Ale widocznie za dużo chcę...

  • Gość: [to.ja] *.lightspeed.sntcca.sbcglobal.net

    Czytalam ten blog w czasach katarskich i bardzo zazdroscilam Ci rodzinki i ciekawego zycia, bo wtedy tak to wygladalo a ja bylam w niemalym dolku. Bardzo mi przykro ze ciekawe zycie przerodzilo sie horror, jezeli moge dodac choc malenka nutke optymizmu: Ola jest mloda osoba a medycyna wciaz sie rozwija, moze wkrotce zostana odkryte jakies sposoby leczenia przyczynowego ?
    Pozdrawiam z dalekiej stalej emigracji.

  • sylwiastep

    ToJa, jesli rak to nie jest Twoj najwiekszy problem, to w ogole sobie nie wyobrazam!!! Mam nadzieje, ze rak nie jest zlosliwy, i ze inne rzeczy tez sie uloza!

    justinehh, dokladnie wiem, o czym mowisz, niby tak malo, a jednak za duzo... wielu ludzi jest w podobnej sytuacji, znajomi tylko wtedy, kiedy potrzebuja, randkowanie jest niesamowicie trudne w dzisiejszych czasach, a szukanie pracy to chyba jest najbardziej stresujace zajecie w dzisiejszych czasach!

    to.ja, zycie wciaz jest ciekawe, chociaz juz nie tak czesto, i nie tak bardzo... a problemy kazdy ma. Czytajac komentarze pod tym wpisem az mi wstyd, ze narzekam, bo ludzie maja o wiele wieksze, powazniejsze problemy.. Zmagaja sie z olbrzymimi sprawami, o wiele wiekszymi od moich, a ja narzekam jak jakas miekczak...

    Bardzo mi milo, ze jestes ze mna juz od tak dawna, nie da sie wyrazic slowami jak sie czuje, gdy ktos mi tak pisze. xxx

  • Gość: [to.ja] *.lightspeed.sntcca.sbcglobal.net

    Nie, to nie rak tylko zycie na emigracji stalo sie "zbyt ciekawe", od jakiegos czasu pracuje nad wprowadzeniem troche nudy, udalo mi sie :-).
    Nie uwazam abys miala powody do "wstydu", kazdy ma szczescia/nieszczescia przykrojone na swoja miare, czasami nie ma powodu ot tak sie zdarza i juz.
    Blog katarski byl super ciekawy, teraz tez zagladam bo nadal wydarzaja sie w twoim zyciu ciekawe rzeczy, i ciekawie o nich piszesz.
    Powodzenia zycze :-)))

  • 4_dina

    Wstrzasnela mna Twoja historia, ale to prawda, ze kazdy ma sojw gowna w zyciu ...
    Ja tez, chociaz mysle, ze najgorsze mam juz za soba: Corke urodzilam majac lat 18, za 16 miesiecy na swiat przyszedl syn. Na poczatku mieszkalismy z moim ojcem, w pokoju ktory mial 15m2, ojciec typ choleryka, prawei codzinnie robil awantury, do tego brat z problemem alkocholowym. Potem przeprowadzilismy sie do malego miasteczka, tam mielismy mieszkanie, co prawda nie nasze, ale za to pracy nie bylo, nie raz obracalam w palcach dwa zlote i zastanawialam sie czy kupic chleb czy mleko ... A nastolatki, jak to nastolatki swoje prawa maj, corka to taki lajcik chociaz tez dala popalic, ale z synem ciagle byly problemy ... Po dwoch latach biedy zostalam slomiana wdowa, maz pojechal za robota do stolicy, a na mojej glowie zostaly szalejace nastolatki i dom. Finansowo bylo troche lepiej. Corka rzucila szkole, a potem kiedy mialam 35 lat zostalam babcia. Syn poszedl po bandzie i wzial udzial w napadzie ... matka prowodyra przyszla mi nwstawiac od patologi, za dwa dni przyszla znowu, przeprosila. Potem pojechalam do meza do Wa-wy i przez miesiac mieszkalismy w wynajetym pokoiku na poddaszu. Kiedy wynajelismy domek zabralismy syna do siebie, niestety on caly czas tylko nazekal, ze jest biedny i pokrzywdzony, a do roboty nie mial sie ochoty zabrac. Pomieszkalismy sobie razem nie caly rok, bo w 1 stycznia 2006 maz polecial do Londynu. Chociaz okres Warszawski wspominam dobrze, bo tam nareszcie zrobilam cos dla siebie, skonczylam liceum i zdalam mature. Zreszta corka, ktora przyjechala tam do mnie na 3 dni, tez skonczyla tam liceum, a mala Mira zaczela tam chodzic do szkoly. Kiedy skonczylam liceum maz przyjechal po mnie i razem z synem pojechalismy do Londynu. Corka nie chciala z nami jechac. Moj przyjazd zbiegl sie z okresem kryzysu i maz nie mial pracy, a jak cos znalazl to angol go okantowal na 2 tys. Syn na poczatku pracowal w magazynie, ale to byla praca tymczasowa i potem to tylko sciemnial, ze jej szuka. Facet od ktorego wynajmowalismy w chacie pokoj wyrzucil naszego syna, bo mu nie placil i tak zostal bezdomnym i obracal sie w towarzystwie z pod ciemnej gwiazdy, az dziwne ze nie zostal narkomanem ... A potem do tego calego gowan wnuczka dozucila swoje bagno, notoryczne wagary, sprawa w sadzie o to, bylo towarzystwo z pod ciemnej gwiazdy, narkotyki, corka ciagle miala odwiedziny policji bo cos tam ....
    Teraz jest OK, syn ma starsza od siebie partnerke, handluje na ebay, sprzetem elektronicznym, corka jest mezatka i mam druga wnuczke, a starsza z trudem skonczyla gimnazjum, ale dalsza nauke olala i jak narazie nic madrego nie robi ... Howk, ide sie napic piwa ... I tylko tak na marginesie, w zeszlym roku jesienia zrobilo mi sie bardzo przykro, jak poprosilam o podwyzke i dostalam zielona trawke, po prawie 10 latach sprzatania im domu i biura ....
    Jakos w pazdzierniku bedzie 10 lat jakpisze na bloxie, a Twojego bloga czytam niewiele krocej i cofalam sie w tyl do czasow katarskich ...

  • sylwiastep

    4_dina, Boze, Ty tez mialas przekrety w zyciu! Matko, nie bylo Ci latwo w ogole! Nie wyobrazam sobie, jak sobie z tym wszystkim radzilas... Jestes bardzo silna kobieta, i piekna rowniez (osadzam z Twojego zdjecia na Twoim blogu). Howk, na zdrowie! Ja winem, do Twojego piwa! :)

Dodaj komentarz

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci