Menu

OLZUSY u Fajwokloków

Zycie nasze codzienne

Jak to Ola hakera udawala

sylwiastep

Dzisiaj szkola zamknieta, Zuzia wybrala sie na wycieczke nad morze z kolezanka, wiec wyjscia nie mialam, musialam Ole do pracy zabrac.

Ja sobie pracuje, Ola poszla do serwerowni (malutki pokoik obok, z komputerem sluzacym za nasz serwer).

- Ola, co robisz? pytam kontrolnie

- A nic, pisze sobie.

W pewnym momencie, po jakims czasie, Ola radosnie mi oswiadcza:

- Zobacz, mamusiu, moge z tego komputera korzystac!!

- Cooooo? pytam w szoku, bo wiem, ze komputera tam nie ma, tylko serwer, ktory zawsze jest zablokowany haslem

Wchodze do serwerowni, a tam komputer wlaczony, zalogowany jako admin, i Ola dumnie mi pokazuje, ze moze sobie na przyklad w internet wejsc!!!

W szoku stoje, patrze, jak to dziecko to zrobilo, jak sie zalogowala do serwera, nikt nie zna hasla z wyjatkiem firmy ktora zajmuje sie naszym IT....  hakerka ukryta, czy co?

Patrze na ekran, patrze, i widze, ze myszka zaczyna sie ruszac... okna sie zmieniaja... foldery otwieraja...

Zrozumialam, ze ktos z IT sie zdalnie zalogowal i cos tam robi.

Ufff! 

Pozniej rozmawialam z chlopakiem z IT, ze smiechem opowiedzialam mu, co sie stalo, a on sie przyznal, ze Olka stracha im napedzila, bo tez widzieli, ze nagle ktos zaczyna im grzebac w serwerze, czego sie zupelnie nie spodziewali...

A zeby bylo jeszcze smieszniej, ktos wyslal nam maila, ze shakowali nam system, i wlasnie ta grozbe nasze IT probowalo rozgryzc i zbadac kiedy Ola gmerala im w serwerze :D 

 

Szukanie pracy jest jak Tinder.

sylwiastep

Wlasnie sie dowiedzialam, ze stracilam prace. Moja szefowa odchodzi na emeryture, a poniewaz jestem zatrudniona bezposrednio przez nia, i moja praca zwiazana jest bezposrednio z nia, wiec i moj etat tez sie konczy.

Mam 3 do 6 miesiecy na znalezienie czegos innego. Zaczelam sie rozgladac, i nasuwa mi sie tylko jedna mysl.

Szukanie pracy jest jak szukanie randki na Tinderze.

Na poczatku wszystko jest ekscytujace, i mozliwosci wydaja sie nieograniczone.

Po kilku dniach pojawiaja sie wciaz to samo i to samo.

Po kilku wstepnych kontaktach jestesmy pelni nadziei, ze tym razem byc moze cos z tego bedzie, ze to wyglada obiecujaco....

A pozniej jednak okazuje sie/ dochodzimy do wniosku, ze jednak znow nic z tego nie bedzie.

Tylko mam nadzieje, ze szukanie pracy bedzie bardziej owocne od szukania partnera na Tinderze :D 

A to bedzie niesamowicie szczery wpis. Bolesny.

sylwiastep

Life happens, jak to mowia Anglicy. Lub zycie sie toczy, chyba najlepsze polskie tlumaczenie. A my sobie z tym zyciem sie borykamy, z dnia na dzien, i nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakimi jestesmy bohaterami codziennego zycia.... 

Spotkalam sie dzisiaj na lunch z kobieta z pracy. Nie wiedzialysmy o sobie nic. Z wyjatkiem tego, ze jej maz ja zostawil dla innej kobiety. Tak, jak moj mnie zostawil. 

Rozmawialysmy sobie przy tym lunchu, i opowiadalysmy sobie swoje historie. I w polowie swoich opowiesci, sluchajac siebie, nagle mowie do niej: takiego gowna najlepszy pisarz by nie wymysli, co? Bo zycie jest najlepszym pisarzem opowiesci zyciowych. 

Streszczajac moje osobiste 'gowna', dziecko urodzone z pokiereszowanymi jelitami, operacja od razu po urodzeniu. Potem placz dzien i noc, dzien i noc, przez dwa lata, kolezanka mi przypomniala ostatnio, ze cieszylam sie, ze przespalam 3 godziny na dobe....Dziecko, ktore ma niewyleczalna chorobe pluc, diagnoza, ze mukowiscydoza, ze przecietnie zyje sie z tym 34 lata... jak tu zyc wiedzac, ze twoje dziecko umrze przed toba...codzienne fizjoterapie, oklepywanie, antybiotyki, walka. Maz, ktory byl miloscia mojego zycia, zostawia mnie dla mlodej azjatyckiej siksy, kiedy nasze dzieci mialy rok i piec lat. Sama, w obcym kraju. Lazilam po klubach, pilam i palilam. Pozniej podjelam decyzje, i wyjechalam z Kataru, pojechalam do Anglii, gdzie wyladowalam z trzema walizkami, dwojka dzieci (4 i 8 lat), i bez niczego innego, gdzie nie znalam nikogo, nie mialam nikogo, bez znajomych, bez rodziny, w obcym kraju, bez pomocy. Mieszkalysmy przez kilka miesiecy bez lozka, bez krzesel, spalysmy na podlodze, siedzialysmy w salonie na podlodze, jadlysmy z talerzy na podlodze, bo stolu nie mialysmy. Milosc trudna, do mezczyzny, ktorego spotkalam w zlym momencie, kiedy sama nie wiedzialam, czego chce. Dowiedzialam sie, ze on byl wlasnie tym, co  chcialam gdy bylo juz za pozno, gdy zapadl na chorobe pluc. Po podwojnym przeszczepie dane nam byly kolejne dwa lata, szansa na naprawienie tego, co zmarnowalismy wczesniej, klocac sie i zrywajac co chwila. Niestety, przeszczep zostal odrzucony, i znow zostalam sama, osoba, ktora kochala mnie i moje dzieci nad zycie odeszla, zostawiajac pustke i depresje. Dlaczego wytrzymales ze mna tyle czasu, pomimo, ze taka okropna bylam, zapytalam go dwa dni zanim zmarl. Bo wiedzialem, ze jestes 'moja jedyna', odpowiedzial. Cala seria randek, spotkan z panami, idiotami, dzentelmenami i fiutami. Na przyklad jeden taki, ktory w wieku 45 mieszkal z mama, i zaczal narzekac, ze samotne matki dostaja wszystkie domy od urzedu miasta, i on, biedny, nie moze dostac, bo nie ma dzieci... albo jeden taki, ktory mowil, ze ma 55 lat, okazalo sie, ze ma 68, ktory dokonal genialnego odkrycia, ze jestem prostytutka, bo stac mnie na wakacje, jak jestem na wakacjach to nie tesknie za swoimi dziecmi, mam samochod, oraz nie zaprosilam go do domu... niezbite powody, ze jestem prostytutka.... po tym jak mu kazalam spadac znow zapisal sie do Tindera. Tym razem mial 53 lata. Dziecko, ktore sie okalecza (to taka moda teraz w szkolach angielskich, podobno....). Jak opisac uczucie, gdy sie widzi uda i ramiona swojego dziecak posiekana przez zyletke? Chyba sie nie da... Dziecko z ADHD. Dziecko z myslami samobojczymi, planujace swoja smierc. Corka nieszczesliwie zakochana w dziewczynie, ktora chce byc chlopakiem, i przechodzi proces zmiany plci,  probujac przy tym przedawkowac leki. To takie moje osoboste "gowna", z ktorymi musze sie zmagac codziennie. Nawet sobie nie uswiadamiajac tego, ze sie z nimi zmagam. Bo to po prostu jest moje zycie codzienne.  

Tak. Wszyscy mamy swoje 'gowna'. Wszyscy jestesmy bohaterami. Nawet sobie nie zdajac z tego sprawy. Bo to jest po prostu nasze zycie codzienne.

Moja znajoma, z ktora sie spotkalam, jezdzi na wozku inwalidzkim. Maz ja zostawil jak jej zdrowie zaczelo sie pogarszac, bo 'nie mogl sobie z tym poradzic', to bylo dla niego 'zbyt ciezkie do zniesienia'. Wiec odszedl do mlodszej, zdrowej kobiety. Pewnie nie mogl sobie poradzic ze swoim 'gownem'... 

Zapytalabym Was jakie sa Wasze ..... ale wiem, ze to bardzo osobiste pytanie. Ten wpis jest bardzo osobisty. Ale rozmowa z moja znajoma uswiadomila mi, ze kazdy z nas na codzien boryka sie z wieloma problemami. Duzymi, malymi. Ale sobie radzimy, lepiej, lub gorzej, ale radzimy. Bo musimy. Bo jestesmy silni!

 

Elektryczna szczoteczka do zebow

sylwiastep

Kupilam swoja pierwsza szczoteczke do zebow. Taka wibrujaca. Pierwsza wibrujaca. Podobno stomatolodzy utrzymuja, ze takie szczoteczki usuwaja o 90% wiecej nalotu niz tradycyjne szczoteczki do zebow. Ja tam nie wiem, ale na wyprzedazy byla, wiec kupilam.

Pierwsze mycie totalnie mnie zszokowalo. Tak, wiem, niewiele mi do szoku potrzeba.

Szczoteczka warczy jak wsciekly pies.

Policzki wibruja.

Laskocze mnie w jezyk jak nie wiem co.

Dziasla sie trzesa, lub przynajmniej takie mam wrazenie.

 

Piana tworzy sie jak szalona. Po 30 sekundach piany w ustach mam tyle, ze mi sie nie miesci, wylewa sie, i kapie po brodzie, biuscie, brzuchu.... (nie, nie mam brzucha wielkosci biustu, na golasa stalam i toczylo sie od gory w dol, ok?). 

Ale nie moge przestac, bo szczoteczka 2 minuty ma chodzic, i tyle mam szczotkowac. 

To szczotkuje, przechylona nad zlewem, zeby piana do zlewu leciala, a nie po mnie.

Wyszczotkowalam juz wszystkie zeby, od gory do dolu, przod i tyl i wszystkie zakamarki. Zazwyczaj juz bym skonczyla, ale szczotka warczy groznie, wiec nie przerywam, szczotkuje po raz drugi od poczatku.

Zatrzymalo sie. W polowie drugiego cyklu mojego. To co teraz mam zrobic? Zostawic polowe zebow wyszorowanych dwa razy, a polowe raz? Czy moze wlaczyc i 'doszorowac' druga polowke? A moze w dni parzyste powinnam prawa strone robic dwa razy, a w nieparzyste lewa?

Po kilku dniach w ogole sie nie przyzwyczailam do nowego doswiadczenia (czy tak sie czuja dzieci, ktorym sie zeby szczotkuje? Albo psy?). Za to wieczorem szczoteczka nie zawarczala.... bateria siadla. Zapomnialam naladowac.... 

Do dupy z takimi wynalazkami.

Wyciagnelam tradycyjna, niezawodna Oral B. Nie ma to jak reczna robota.

 

Rozmowa z urzedem skarbowym

sylwiastep

Zadzwonilam do urzedu skarbowego. Kazdy wie, ze telefon do urzedu skarbowego to samobojstwo. Ale musialam.

Po kilku sygnalach automatyczny glos daje mi do wyboru kilka opcji. Potem jeszcze kilka. I jeszcze kilka. W koncu automatyczny glos pyta: 'Podaj swoj pesel'

AB 12345, mowie szybko. 

'Podaj swoj pesel' - slysze ponownie

AB 12345, powtarzam, wolniej.

'Podaj swoj pesel'

 

A    B    1   2   3   4   5 - mowie super wolno i wyraznie

'Podaj swoj pesel'

A jak Agnieszka, B jak Bolek, 12345 - probuje

'Podaj swoj pesel'

 AB 12345! krzycze do telefonu

'Podaj swoj pesel' - automat sie nie poddaje.

AB 12345 - tym razem po polsku. Moze automat z Polski, albo cos?

Po kolejnych kilkunastu (tak, kilkunastu! Automat sie nie poddawal, wciaz pytal, a innej opcji nie dawal... i co zrobic? Juz stracilam prawie pol godziny swojego zycia) na kolejne pytanie o pesel powiedzialam: 'Nie znam'. Ta odpowiedz zadowolila automat od razu, i wrzucil mnie na liste oczekujacych na polaczenie. Po 45 minutach czekania w koncu udalo mi sie porozmawiac z urzedniczka.... 

Do tej pory nie wiem, dlaczego automat nie mogl zalapac mojego pesel. W koncu moj akcent nie jest az tak silny, zeby nie mozna mnie bylo zrozumiec.... :D 

 

 

 

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci