Menu

OLZUSY u Fajwokloków

To mnie kreci

Nowy blog juz dziala!!

sylwiastep

Zatem udalo mi sie skopiowac wpisy z Blox.pl na WordPress!! Hura! Niestety, nie obylo sie bez przeszkod – nie skopiowaly sie ani zdjecia, ani Wasze cudowne komentarze, niestety ��

Ale trudno, male to poswiecenie, wpisy wszystkie chyba sa!!! Ale generalnie chyba nowa strona wyglada calkiem fajnie – jak najbardzie prosze o komentarze i sugestie. Musze przyznac, ze nabralam nowego wigoru – to tak, jakby pisac bloga od poczatku! ��

Zapraszam zatem do WordPressowych Olzusow, poniewaz tutaj juz nie bede pisala. Adres strony:

https://olzusy.home.blog/

Jak zwykle zapraszam rowniez na Facebook: 

https://www.facebook.com/olzusy/ 

 

 

Moja mala, miejska dzungla

sylwiastep

Wczoraj pisalam o swojej dzialce, ale przed domem tez mam ogrodek! Mini dzungla wrecz. Przed domem, a nie na dzialce, z kilku powodow. Po pierwsze pomidory, pomidory na dzialce co roku mialy jakies chorobsko, wiec przestalam je tam uprawiac. Przed domem radza sobie swietnie. Po drugie ogorki, na dzialke jezdze raz, dwa razy w tygodniu, wiec nie moge regularnie podlewac roslin. A ogorki musza miec mokro. Po trzecie truskawki - jaka to frajda rano wyjsc przed dom, i zerwac swieze truskawki prosto do sniadania! 

Oto moj ogrodeczek, truskawki, ogorki, pomidory i magnolia :) 

IMG_6913

Pomidory. Wciaz zielone, ale jest ich duzo!

IMG_6898

 

Ogorek na scianie w centrum miasta :) Dorosl do murka, i potem sie wygial, i rosnie wzdluz murka. IMG_6897

 

Nawet bede miala owoc oliwki, albo i dwa! IMG_69091

Warzywa domowej roboty

sylwiastep

Od czterech lat mam dzialke. Dzialka to raczej czasochlonne i kosztowne hobby. Co roku wydaje okolo £60 na dzialke (oplata za posiadanie dzialki, nasiona, rosliny, nawoz, itd). Gdybym miala podsumowac, ile zaplacilabym za swoje plony..... hmmmm, raczej bezcenne, bo malo kto chcialby zaplacic za przerosniete rzodkiewki, lub za robaczywa marchew. 

Ale uprawiam, bo lubie, i sprawia mi to przyjemnosc.

Co roku jest inaczej. Jednego roku pomidory rosna swietnie, w nastepnym roku zzera je chorobsko jakies. Dwa lata temu pietruszke mialam wielkosci ramienia Oli, w zeszlym roku w ogole pietruszka nie wykielkowala. Takie zycie.

W tym roku plony sa mieszane. Agrest obrodzil cudownie. Pierwszy rok owocuje, i lodygi az sie uginaja od owocow.

IMG_6895

Za to ziemniaki - beznadzieja. Z pieciu krzakow wykopalam 3 ziemniaki.... dwie inne odmiany wsadzilam, i te nieco lepiej sobie poradzily, ale tez niezbyt swietnie. Bob zzeraja mszyce, kalarepki musialam oslonic, bo kapustnik sie do nich dobral, i liscie zezarl.

Pierwszy raz posadzilam kukurydze. U sasiadow sa juz kolby, u mnie wciaz nie, ale przynajmniej duze krzaki mam :)  (p.s. nie wiem, dlaczego zdjecia sie w poprzek laduja!!!)

 IMG_68132

 

Po lewej stronie bob, obok pod siatka marchewka i kalarepki, pod siatkowa klatka rosly truskawki, juz sie skonczyly. Dalej w tle kukurydza, szparagi, i maliny.

IMG_6815

 

Dzisiaj z dzialki przywiozlam takie oto plony. Zuzia jak zobaczyla, to mowi: och, wygladamy jak taka kochajaca sie, organiczna rodzina, ktora je zdrowe, organiczne produkty.... CHWILECZKE, co to znaczy WYGLADAMY??? Czy to oznacza, ze nie jestesmy??? :D

Agrest, rzodkiewki, ziemniaki, maliny, jagody, bob, fasolka szparagowa, buraczki oraz czerwona cebula.
IMG_69081

Ptasia mama

sylwiastep

Dwa tygodnie temu Ola z Babcia ocalyly malego ptaszka od smierci. Lezal sobie w trawie, zupelnie nieprzytomny. Nigdzie w okolicy nie bylo gniazda, do ktoreog mozna byloby go wlozyc. Malutki drozd spiewak.

Zabraly go do domu.

Ola karmila ptaszka, dawala mu pic ze strzykawki. Ptaszek rosl w tempie super szybkim.

Przyjechalam do Polski, i sie w nim zakochalam. Jako, ze Ola nieco sie znudzila opieka nad swoim nowym dzidziusiem, ja przejelam obowiazki ptasiej mamy. 

Uczymy go latac, probujemy nauczyc, jak samodzielnie jesc (jak na razie nie potrafi zbytnio, trzeba mu wkladac gleboko do dzioba).

Zazwyczaj siedzi w otwartej klatce w domu, ale nigdy nie wychodzi. Ostatnio nauczylam go, ze aby dostac jesc, musi wyskoczyc z klatki na jej otwarte drzwiczki. Czasami Ola wyprowadza go na spacer, na trawe. Czesto siedzi w klatce na balkonie - zamknietej.

Dzisiaj Ola zapomniala zamknac klatke, ktora stala na balkonie. W pewnym momencie Zuzia zauwazyla, ze ptaka w klatce nie ma!

Panika. Przeciez on zupelnie nieprzygotowany do zycia - latac nie umie, polowac nie umie, ba, jesc sam nie umie, psow i ludzi sie nie boi.... Wyruszyla ekipa na poszukiwanie ptaszka pod blokiem, ale niestety, nigdzie go nie bylo. 

Juz stracilam nadzieje, ze nasz malutki drozd bedzie zyl.

Po 3 czy 4 godzinach Ola zwolala kolezanki, i wszystkie wybraly sie na poszukiwania drozda. Ja siedze sobie na balkonie, z psem na kolanach, w pewnym momencie cos mnie drapnelo, zatrzepotalo, ja patrze, a przez barierki balkonu wpadl nie nikt inny, tylko nasz malutki ptaszek!!! Usiadl mi na kolanach, i szeroko otworzyl dzioba!!! 

Pewnie polecial sobie na spacer, na zwiedzanie, zglodnial, i wrocil do domu na obiad....

Teraz sie zastanawiamy - powinnysmy go trzymac w otwartej klatce na balkonie, zeby sobie wylatywal i przylatywal, kiedy chce? Ale jesli on jeszcze za maly i zupelnie nieprzystosowany, to czy nie zginie? Ktos moze wie, zna sie, zna jakiegos eksperta?

 

Kacza rodzina w swietle zagrozenia

sylwiastep

Wiezi rodzinne sa uniwersalne.

Rzeka. Plynie sobie kaczka z dwojka malych kaczatek. Wzdluz rzeki ide ja i szaleje Piegus. Kaczka zauwazyla niebezpieczenstwo. Zaczela kwakac glosno i alarmujaco. Zaraz podplynal do niej kaczor, z kolejna dwojka dzieci. Od tej pory trzymali sie razem.

Ale najpiekniejsza sytuacja byla, gdy wracalam z psem i ponownie spotkalam ta kacza rodzinke. Tym razem tata plynal z jednym dzieckiem, mama sama, tuz przed nia kaczatko. Pozostala dwojka dzieci byla daleko z przodu - bawily sie przednio - ganialy sie, wplywaly na siebie - takie dwa nygusy.

Kaczka, gdy nas zobaczyla, natychmiast podplynela do kaczatka, ktore bylo przed nia, i zaslonila je swoim cialem. Kaczor podplynal, i cala czworka zaczela plynac bardzo szybko w kierunku dwoch urwisow bawiacych sie w gorze rzeki. Pozniej kaczka zaczela glosno kwakac - wolajac maluchy. Caly czas plynac bardzo szybko. One caly czas sie bawily, nie zwracajac na mame uwagi. Kaczka kwacze coraz bardziej naglaco. Jedno z kaczatek cos jej odkwaknelo (pewnie 'Ale my sie bawimy!'), ona na niego z nerwami ('Ale ja ci kaze do mnie wrocic!'), i dwa maluchy, niechetnie, ale jednak zaczely plynac w kierunku mamy i taty. W tym momencie nadlecial rowniez wujek do pomocy (kolejny kaczor). Cala siodemka trzymala sie razem, czajac sie obok zadokowanej lodki, dopoki ja i Piegus nie oddalilismy sie na bezpieczny dystans.

Przyjemnie bylo patrzec, jak cala rodzina zjednoczyla sie w niebezpieczenstwie. I ten dodatkowy kaczor, ktory przyszedl z odsiecza...

Lubie takie poranne spcery z psem nad rzeka, kiedy jest tak wczesnie, ze nie ma ludzi, za to mozna obserwowac przygode - bo zdarzaja sie ciekawe rzeczy!

Niestety nie udalo mi sie kaczek sfilmowac, bo bateria w telefonie mi padla, ale udalo mi sie zrobic zdjecie niezdecydowanego slimaka - chcial sobie przejsc na druga strone sciezki, ale widocznie mu sie odwidzialo, za daleko bylo :)

20160528_07.55.18

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci