niedziela, 29 stycznia 2012
Burdel otworzyli.
Jest u mnie w mieście cmentarz centrum handlowe. Centrum to marne, nic tam nie było. Aż do niedawna, kiedy to doświadczona grupa handlowa postanowiła przejąć nasze centrum, i zrobić z niego cud natury. Przyznaję, świetną robotę wykonali. Pojawiły się znane marki, oświetlenie jak w Londynie, centrum wypiękniało. No i mój 75 letni sąsiad nachwalić sie nie może kawiarni Costa - nie tyle go cieszy, że Costa się otworzyła, ile fakt, że "ladies" siedzą na podwyższeniu, i jak wchodzi się do centrum to widać, co mają pod spódniczkami. Jakiś czas temu przed jednym ze sklepów stało dwóch młodych, przystojnych, umięśnionych, cudownych................ (itd, itp) chłopaków. W bardzo skąpych slipkach. Coś jak na tym zdjęciu, ale nieco mniej konserwatywnie (to znaczy bardziej rozebranych).
Zastanawiałam się, o co chodzi...Czyżby burdel otworzyli? Okazało się, że to nowy sklep, Hollister dla Abercrombie and Fitch. Po dwóch miesiącach odważyłam się wejść. Poczułam się jak w klubie nocnym. Nie tylko głośna muzyka, ekrany z obrazami imitującymi morze (wydaje się, że jesteś w pomieszczeniu, wyglądasz przez okno, i widzisz szumiące morze...), ale w sklepie było po prostu ciemno. Oświetlone były jedynie wybrane rzeczy... gdybym chciała coś tam kupić, nie byłabym w stanie obejrzeć tego dokładnie. A przed przymierzalnią był napis: "Ubranie poza tą linią jest opcjonalne" :) Zdecydowanie sklep się wyróżnia. Jest inny. Szkoda tylko, że mięśniaki sprzed sklepu zniknęły..... A jaki najbardziej oryginalny sklep Wy widzieliście? xxx
wtorek, 24 stycznia 2012
W kościele.
Tutaj się pewnie narażę, ale powiem, co myślę. Polskie kobiety na starość stają się zgorzkniałe. Coś w tym jest. Zwróćcie uwagę na te opadające kąciki ust, na ten smutny wyraz twarzy.... W kościele w niedzielę (tak, wybieram się do kościoła czasami) siedziała Pani. Tak około 60 może. obok niej chłopiec. Pani miała opadające kąciki ust, ubrana była elegancko w sukienkę, a na głowie miała moherowy beret. W dłoniach trzymała ksiązeczkę do nabożeństwa. Ni chybił to Polka - pomyślałam. Nie pomyliłam się. Usłyszałam, jak po polsku beszta wnusia - nie gadaj! W kościele się nie gada! Anglicy mają bardziej zrelaksowane podejście do całej tej religii. Na przykład nikt się nie obrusza, jak dziecko coś głośniej powie, albo jak sobie chodzi po kościele... albo jak sobie rysuje podczas mszy. W czasie mszy dzieci wychodzą z głównej sali kościoła i idą na - nazwijmy to - lekcję ewangelii, gdzie panie wolontariuszki przygotowują ciekawe zajęcia dla kilku grup dzieci (w zależności od wieku) - podczas zabawy wyjaśniają to, co w podniosłych słowach dla dorosłych jest mówione w kościele. Nie powiem, żeby dzięki temu moje córki chodziły do kościoła chętnie, ale o ileż przyjemniejsze takie zajęcia niż to, co ja musiałam robić jak byłam w ich wieku (dzięki, mamo!!!) - cicho siedzieć, ręce złożone, i udawać, że się nic a nic nie nudzę! I broń Panie Boże ziewnąć, bo to obraza majestatu!! No i muszę wspomnieć o największej róznicy pomiędzy kościołem w Polsce, a tym w Anglii (cały czas mówię o kościele katolickim). U nas to wszytko jest pompatyczne, pełne zadufania, i oczywiście zero przyjemności, za to pełno cierpienia, winy, posypywania głowy popiołem i grzech na każdym kroku. Tutaj z kolei uczą, że Jezus chce, abyśmy się bawili - w końcu pierwszego cudu dokonał podczas imprezy z alkoholem, nie? Na zakończenie mszy ksiądz mówi otwarcie - a teraz ide się napić dżinu z tonikiem, bo mi w gardle zaschło! Albo - muszę kończyć mszę, bo mamusia chciała obejrzeć Modę na sukces i będzie zła, jak się msza przedłuży. No i jak mi się temat zmienił, od zgorzkniałych kobiet do religii....
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Nie oddamy zasiłków!
Anglicy wzburzyli się. Bo rząd chce ukrócić benefity. Rząd chce wprowadzić górny pułap w wysokości £26.000 rocznie. Czyli żeby rodzina dostawała maksymalnie 500 funtów tygodniowo - podobno taka jest średnia narodowa pracującej rodziny po odliczeniu podatków. Zaznaczam, rodziny, nie jednej osoby, bo np. sekretarka zarabia w okolicach 13-15 tysięcy funtów minus podatek. Zastanawiam się, ile taka rodzina bezrobotnych dzieciorobów dostaje w tej chwili... Minister pracy argumentuje, że po wprowadzeniu nowych zasad najbardziej dotknięci zostaliby Ci, którzy nigdy nie pracowali, i którzy nie mają zamiaru pracować, bo im się to nie opłaca - w tej chwili od rządu dostają pieniądze na mieszkanie w drogich domach, w dobrych dzielnicach. Gdyby poszli do pracy, straciliby zasiłek na zakwaterowanie, i musieliby się wyprowadzić do gorszych domów, w gorszych dzielnicach. Ci, którym się ustawa nie podoba argumentują, że rodziny zostaną bez dachu nad głową (przepraszam, skoro przeciętna rodzina pracująca może mieć dach nad głową zarabiając 26 tysięcy rodznie, to dlaczego nierób nie mógłby?) Jedna pani w naszej szkole ma 12 dzieci. I na tym pewnie nie koniec. Żadne z rodziców nie pracuje, bo i po co? Samego zasiłku na dzieci dostają około 9 tysięcy (rocznie). Do tego pieniądze na dom, zasiłki dla bezrobotnych, darmowe obiady w szkole, i kto ich tam wie co jeszcze... podobno teraz rodzina może dostać nawet i 50 tysięcy funtów rocznie (z samych zasiłków). To jest pensja dyrektorska.
środa, 18 stycznia 2012
Jeść czy wyglądać, oto jest pytanie!
Zastanawiam się, czy kupić sobie taki oto płaszcz, czy też jeść. Zaznaczam, że płaszcz jest mi absolutnie niepotrzebny, bo kurtki to ja mam. Ale z drugiej strony na dietę też zawsze warto przejść, i kto powiedział, że chleb trzeba margaryną smarować, w końcu równie dobrze można w wodzie maczać.... Radio.
Na początku stycznia dostałam maila takiej oto treści: "Witam,
Zazwyczaj maile takie od razu kasuję, ale ten był taki grzeczny, taki nienarzucający się, że ręka mi zadrżała.. tym bardziej, że stronka jest całkiem ciekawa, no i są na niej linki do wielu polskich stacji radiowych (na obczyźnie polskie radio tylko przez internet!). Wkońcu jednak zarchiwizowałam ten list o nim zapomniałam wierna zasadzie, że nie robię promocji. Aż do dzisiaj, kiedy to radio Zet mi nie działało, i próbowałam znaleźć RMF. Przypomniałam sobie o Radio81 i miałam jak znalazł! Zatem mogę szczerze polecić - użyteczna i działająca strona bez zbędnych reklam i ozdobników. Są też teledyski i zdjęcia :)
niedziela, 15 stycznia 2012
Że co???
Bardzo to był niepedagogiczny dzień. Obudziłyśmy się po 9:30. Dzieci przyszły do mnie do łóżka i leniuchowalysmy dosyć długo. Potem na śniadanie (podane około południa) dostały naleśniki z oblesna ilością cukru i dżemu. Gnana wyrzutami sumienia, ze mieszkamy w chlewie zapedzilam dziatwe do sprzątania ich własnego pokoju. Sama lezalam w łóżku i surfowalam Shop style, moja ulubiona stronę z rzeczami, które chciałabym mieć. Taka jestem wyrodna matka. W końcu dzieci znudzone sprzątaniem wlazly mi pod koldre. Nie chciało mi się nimi zajmować wiec dałam im laptopa i pozwolilam film oglądać. Sama poszłam spac (tak jakos mi sie usnelo....) Po południu dzieci sobie zrobiły kanapki na obiad i odrobily lekcje, oglądając program o randkowaniu. Chciałabym zaznaczyć, ze tak normalnie to moje dzieci oglądają telewizje przez godzinę mniej wiecej. Tygodniowo. Plus wiadomości rano. Kolacji mi się gotować nie chciało, więc zamówiłam pizzę z dostawą do domu. Jednak na coca colę się nie zgodziłam. Pizzę jadłyśmy oglądając boskiego Hugh Grant'a w filmie "Był sobie chłopiec" (About a boy). Nie omieszkałam dzieci poinformować, że gdyby Hugh mnie o rękę poprosił to od razu bym się zgodziła. I taki to był dzień. Bardzo niepedagogiczny - zero świeżego powietrza, 300% zalecanej dziennej dawki cukru i 500% zalecanej dziennej dawki tłuszczu, oraz bezmyślne gapienie się w telewizor. - Mamo, to był cudowny dzień!!! Powiedziała mi Zuzia tuż przed zaśnięciem. Że co???
piątek, 13 stycznia 2012
Zabrali nam pracę.
Polacy napływający do Anglii powodują bezrobocie. Takie wnioski można wyciągnąć oglądając i wiadomości. BBC1. W ciągu jakiegoś tam czasu do Anglii napłynęło X ludzi ze wschodniej Europy* (tutaj najazd kamery i zbliżenie na polski sklep) a liczba bezrobotnych Anglików wzrosła o 1/2X*. Oczywiście nikt nie powiedział otwarcie i bezpośrednio, że bezrobocie wzrosło przez ludność napływającą ze Wschodniej Europy (a tak swoją drogą, moim zdaniem Polska jest w Europie Centralnej, wystarczy spojrzeć na mapę), ale każdy głupi wysnułby taki właśnie wniosek oglądając te wiadomości. Mail Online potwierdza, do Anglii dziennie napływa 496 cudzoziemców, i codziennie liczba angielskich (urodzonych w Anglii) pracowników spada o 850. Mail Online nie ma problemu z otwartym wyrażaniem swojej opinii. Migracja zabija rynek pracy Krzyczy nagłówek, po czym równie wielką czcionką jest dodane, że 160 tysięcy Anglików nie może dostać pracy bo pracą zawładnęli cudzoziemcy. No i że na czterech emigrantów jeden Anglik traci pracę. Gdzieś tam pośrodku artykułu jest jeden mały paragraf informujący, iż ludzie przybywający z krajów Unii Europejskiej, w tym krajów Europy Wschodniej, mają minimalny lub żaden wpływ na bezrobocie Agnlików. No ale któremu Anglikowi chciałoby się tak daleko czytać? Bezrobocie stało się wielkim, realnym problemem na wyspie, a bardzo często cudzoziemcy są obarczani za to winą. Media powinny przedstawić realny obrazek obecnej sytuacji. O ile masowy napływ cudzoziemców może być problemem, o tyle bezrobocie jest bo zamykają się firmy, jest coraz mniej stanowisk pracy. Nikt nie mówił o bezrobociu w latach 2003-2005 (chyba?) kiedy to przybywało tutaj najwięcej cudzoziemców. Należy również pamiętać, że migranci wykonują takie prace, których Anglik robić nie chce, bo mu się to po prostu nie opłaca - dostaje więcej zasiłku niż zarobiłby serwując kawę w Pret-A-Manger. Propaganda serwowana przez media skutecznie wpływa na masową opinię. *proszę mi wybaczyć brak liczb, nie zapisałam sobie i zapomniałam.
czwartek, 12 stycznia 2012
Pamiec.
Z jednej strony uwielbiam, z drugiej nienawidze. Czytac swoje stare wpisy. Czasami statystyki prowadza do dziwnego linka w moim blogu, wiec sprawdzam, czasami tak sobie klikne gdzies w ciemno... Przewaznie jestem zaskoczona tym, co tam znajde. Czegoz to ja nie wypisywalam!! Uwielbiam, bo stare wpisy czytam swiezym okiem, i mysle sobie: wcale to niezle napisane! Albo sie smieje, bo cos bylo zabawne. Albo przypominam sobie sytuacje o ktorych totalnie zapomnialam! Albo widze komentarze od ludzi, ktorzy czytali mnie w 2005 i czytaja mnie wciaz, w 2012, to jest po prostu NIESAMOWITE!!! Nienawidze, bo przypominaja mi o pewnych rzeczach z przeszlosci, o ktorych chcialabym zapomniec. Czy to, ze pamietamy jest dobre, czy zle? Po co nam wspomnienia? Czy sluza jakims celom?? A moze latwiej i lepiej byloby zyc tylko terazniejszoscia? Ciekawa jestem Waszych opinii.
środa, 11 stycznia 2012
Walizki.
Wiecie, czego najbardziej nie lubię w związku z wakacjami? Powrotów. Rozpakowywania, prania, rozkładania rzeczy na miejsce... nie lubię również tego, że wakacje są ekscytujące, a życie codzienne nudne. Powinnam chyba rozpocząć specjalną kategorię na moje przygody na lotniskach. Siedzę sobie po odprawie na krzesełku, próbuję zapanować nad nieznośną stonką dziećmi, czytać, i nie zwariować z nudów. Nagle słyszę przez megafon, że Sylwia S (to ja!) ma się zgłosić do stoiska przy bramie. Co to może być? Zastanawiam się. Opcja jeden. Wylosowałam złoty bilet i postanowili mnie posadzić w pierwszej klasie. Opcja dwa. Przypadkowo zniszczyli moją walizkę. Opcja dwa i pół. W mojej walizce znaleźli narkotyki. Żadnych nie pakowałam, ale może banda przestępców mi podrzuciła niepostrzeżenie (tak, wiem, za dużo Chmielewskiej). Opcja trzy. Byłam w kraju nielegalnie? (nic mi o tym nie wiadomo, ale spodziewać się po mnie można wszystkiego). Opcja cztery. Nie wpuszczą mnie na samolot bo bramki wykryły u mnie kiłę (nic mi nie wiadomo, że taką posiadam, ale kto ich tam wie). Z ciężkim sercem podeszłam do stanowiska. Okazało się, że będą przeszukiwać mój bagaż i że muszę być przy tym obecna. Zaproszono mnie do pokoju przesłuchań. Razem ze mna jeszcze jednego pasażera, którego spotkała podobna przyjemność. Otworzyli moja walizkę. Otworzyli jego. On koszule wyprasowane, poskładane w kosteczkę, spodnie w kancik równiutko ułożone, no normalnie porządek jak na półce sklepowej u Diora. U mnie brudne gacie wolno sobie latają po walizce, tuż obok słoika z dżemem, lalki i kamienia trzykilogramowego. Celnik pogrzebał w moich rupieciach, niezbyt starannie, widocznie przemytnicy nie pakują walizek tak jak ja, i pozwolił mi odejść. A po przylocie do Anglii, jeszcze w samolocie, obwąchał mnie pies od narkotyków. W przemycie mam spore doświadczenie (wieprzowina do Kataru, róznorakie rośliny z egzotycznych miejsc, włoski alkohol w butelce po herbacie mrożonej w łapkach dwuletniej Oli, chomik w majtkach dziecka...), i nigdy mnie nie kontrolowali, a tu raz w życiu człowiek nic nie szmugluje i go sprawdzają na prawo i lewo.... A Wy jak pakujecie walizki? Jest porządeczek, czy baby i dziada w nich brakuje?
wtorek, 10 stycznia 2012
Skleroza nie boli. Ale moze drogo kosztowac.
Że pamięć mam jak sitko wie każdy, kto mnie choć trochę zna. Ale nie każdy (włączając w to mnie samą) zdaje sobie sprawę, że to sitko to raczej durszlak. Zdarzyło mi się klucze zatrzasnąć w domu. Dwa razy w tym samym tygodniu. Zdarzyło mi się klucze zostawić w zamku. Na zewnątrz. Pewnej ciemnej, zimowej nocy puka ktoś do moich drzwi. Wyglądam przez szybkę, przestraszona, bo gości o tej porze się nie spodziewam, sama w domu z dwójką malych dzieci jestem, ani chybił kryminalista jakiś. Zatem wyglądam przez tą szybkę, no i serce mi prawie z piersi wyskoczyć chce. Przed drzwiami stoi dwóch chłystków. Tak zwanych DRESIARZY! Złote łańcuchy na szyi, czapki bejsbolówki, takie z daszkiem, pryszcze na buzi no i oczywiście obowiązkowy dres. - Taaaak? Pytam, próbując ukryć drżenie głosu. Kiepsko mi wyszło. - Proszę pani (tak, użyli terminu Ma'am!), zostawiła pani klucz w zamku - po czym usłyszałam chrobotanie. No kur..a, myślę sobie, teraz mnie napadną, wymyślili sobie pretekst, jak otworzę, to mnie obuchem w łeb walną, jak nie otworzę, wytrychem zamek rozwalą i też mi tym obuchem walną (jak wygląda obuch???). Wielką miałam rozterkę, co robić, ale pomyślałam, że jak mnie maja obrabować, to już lepiej żeby mi drzwi nie zniszczyli, więc otworzyłam. A oni mi grzecznie klucze, moje własne, te, co to je w zamku na zewnątrz zostawiłam, podali, i jeszcze przeprosili, że mi przeszkadzają!!!! A przecież mogli sobie te klucze wziąć i wpaść na przeszperkę gdy nikogo w domu nie było.... albo jeszcze gorzej, w nocy! Zatem nauczyłam sie nie sądzić ludzi po pozorach. Nie nauczyłam się natomiast wyjmować kluczy z zamka, bo drugi raz zrobiłam to samo, tym razem hydraulik mi je wniósł do domu jak przyszedł bojler reperować. Ale przeszłam samą siebie dzisiaj. W ciągu dnia wypłaciłam £250, i wsadziłam je do torebki. Wieczorem włożyłam do torebki iPhona, Kindle, dorzuciłam starą Nokię (bo mogę z niej dzwonić za granicę tanio a chciałam do znajomej przedzwonić), zawiozłam dzieci na balet i z powrotem. Wróciłam do domu, położyłam dzieci spać, i wzięłam się za nielegalną robotę (nie powiem co). Do wykonania nielegalnej roboty potrzebny mi był telefon. Latam po całym domu, szukam torebki (bo w niej jest telefon), nigdzie nie ma. Ze stacjonarnego dzwonię na komórkę, cisza, nic nie dzwoni. Choroba, w aucie zostawiłam torebkę, myślę sobie, na przednim siedzeniu. Biegiem lecę, bo przeciez niebezpiecznie zostawiać torebkę na widoku w aucie. ALE SIĘ NIE DOCENIŁAM. Torebki w samochodzie nie było!!!!! Wracam do domu, przerażona, gdzie jest moja torebka???? Zostawiłam na balecie??? W tym momencie ją zobaczyłam. Stała sobie na koszu na śmieci, przed domem, na wysokości oczu. A w niej 250 funtów, iPhone, Kindle... Każdy mógł sobie wziąć. Trzy godziny tam stała. Mieszkam w centrum. Nie wziął nikt nic. Ludzie tacy uczciwi, czy co? |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
0. Moje fotografie
6. Wizytownik
Czesciej lub rzadziej, ale zagladam
|