Menu

OLZUSY u Fajwokloków

Slub ksiecia Harry'ego i Meghan

sylwiastep

Wlaczasz telewizor, a tu Harry i Meghan. Otwierasz lodowke, a tu Harry i Meghan.

Cala Anglia o niczym innym nie mowi, tylko o slubie angielskiego ksiecia i amerykanskiej, rozwiedzionej aktorki. Juz sluchac tego nie mozna.

Program 1 nadaje relacje na zywo. Sprzedawczynie w sklepach i panie w biurach ogladaja relacje na laptopach. Mamusie, ktore wziely dzieci na lekcje tenisa, ogladaja relacje na telefonach. Gazeta umiescila 30 stron (TRZYDZIESCI!!!) z kartkami narysowanymi przez lokalne dzieci, z gratulacjami dla pary krolewskiej. We wloskiej restauracji 'Jamie's Italian' kazdy, kto ma na imie Harry lub Meghan moze zjesc obiad za darmo. Polskie radio w Londynie rozdaje rozmaite nagrody na haslo 'SLUB'.

Cala Anglia o niczym innym nie mowi, tylko o slubie ksiecia Harry'ego i amerykanskiej aktorki Meghan. Sluchac tego nie mozna, ale przyznac trzeba, Anglicy kochaja swoja rodzine krolewska, i uwielbiaja fakt, ze kazda dziewczynka marzy o tym, aby zostac ksiezniczka, i historia Harry'ego i Meghan pokazuje, ze to jest mozliwe, ze zwykla dziewczyna MOZE zostac ksiezniczka. Lubi rowniez fakt, ze Meghan jest 'ludzka', otwarta, nie jest sztywna Angielka... 

Co z tego wyjdzie, czas pokaze. A ja sobie teraz usiade, i obejrze relacje (nagrana!) ze slubu, aby podziwiac suknie i kapelusze pan. Sto lat!

Chrystus Zbawiciel i 'Glowa cukru'

sylwiastep

Jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Rio de Janeiro jest figura Chrystusa Zbawiciela. Widac ja prawie z kazdego zakatka Rio, w nocy jest pieknie podswietlony, w dzien, gdy niebo nie jest pochmurne, widac jego rozpostarte ramiona na wiele kilometrow. Ma 30 metrow wysokosci, i stoi na 8metrowym cokole. 0105

Do figury Chrystusa mozna dojechac kolejka, lub autobusem. Myslalam sobie, ze w sumie po co, widac go pieknie z daleka... ale pojechalam. Nie zaluje, i goraco polecam. Sama figura robi niesamowite wrazenie z bliska, a widoki na cale Rio zapieraja dech w piersiach. Poniewaz bilety trzeba kupic minimum dzien wczesniej (nie mozna 'na bramce'), olecam sprawdzic pogode - jesli jest pochmurno, nie ma sensu wjezdzac na gore, poniewaz albo nie zobaczymy panoramy Rio, albo nie zobaczymy glowy Chrystusa - moze byc ukryta w chmurach! Polecam rowniez wycieczke jak najwczesniej rano, zanim zwala sie tlumy turystow. Ja pojechalam okolo 10, i z minuty na minute widzialam, jak gestnieje masa turystow. Wiadomo, im mniej ludzi, tym ladniejsze zdjecia! :) 0108

Ponizej Chrystus oswietlony. Pomimo najszczerszych checi nie udalo mi sie zrobic dobrego zdjecia - figura wyglada jak plamka swiatla. Ale zapewniam Was, na zywo widac dokladnie charakterystyczny ksztalt.

0104

Widok na Rio. W tle 'Glowa cukru' (o czym za chwile)

0109

 

Drugim charakterystycznym 'pomnikiem' Rio jest Gora Cukrowa. Mozna na nia wjechac kolejka. Podobno gora tak sie nazywa, bo wyglada jak 'sugar loaf'. Ja tam nie wiem. Ale widoki z gory sa cudowne, i warto poczekac na zachod slonca!!

0121

 

Po lewej stronie (rzad bialych swiatel) to slynna plaza Copacabana.01220120

Wycieczka po Rio czesc 1

sylwiastep

Jednego dnia wybralam sie na darmowy spacer po Rio - przewodnik oprowadza grupe ludzi po Rio, opowiada o historii, o pomnikach, o widokach.... Wycieczka jest darmowa, na koniec daje sie napiwki. 

Budynek na zdjeciu ponizej  (w tle) jest bodajze 6 najbrzydszym budynkiem na swiecie. Trzeba przyznac, wyglada niepieknie. Jest to kosciol. Wybudowany w latach 60. Konstrukcja scian budynku pozwala na przewiew powietrza w srodku - rzeczywiscie przy 36 stopniowym upale w srodku bylo cudownie chlodno - bez zadnej klimatyzacji.

00270030

 

Obrzydliwy na zewnatrz, w srodku przepiekne mozaiki z kolorowego szkla. 

0029

Na przeciwko katedry sa wiezowce, wybudowane pozniej. Dwa z nich zostaly tak zbudowane, ze z odleglosci tworza krzyz. Taki hold oddany katedrze.

0031a

Kolejnym miejscem, ktore pokazal nam przewodnik, byly schody Selaron'a. Selaron pochodzil z Chile, i schody zrobione z kafelkow sa jego holdem dla Brazylijczykow. Selaron zaczal dekorowac schody przed swoim domem w 1990, obklejajac je kafelkami w kolorze zielonym i zoltym (kolor flagi brazylijskiej). Maly projekt rozrosl sie do rangi dziela sztuki - Selaron dekorowal coraz wiecej schodow, poczatkowo wykorzystujac kafelki znalezione na wysypiskach smieci, odpady z roznorakich projektow budowlanych... pozniej ludzie zaczeli przywozic kafelki z calego swiata. Dzisiaj jest 215 udekorowanych schodow, maja 125 metrow dlugosci, i sa pokryte 2000 kafelkami z ponad 60 krajow. Nie udalo mi sie znalezc kafelka z Polski, niestety.

Selaron utrzymywal, ze projekt skonczy sie w dniu jego smierci. Zmarl w 2013 roku.

0036

Ponizej Selaron we wlasnej osobie.

Photo_09042018_10_23_21

 

 

 

 

 

Witamy w Rio!

sylwiastep

Zaprosze Was dzisiaj do kraju zielono-zoltej flagi, klapek japonek, futbolu, i Copa Cabana..... Zapraszam Was na wycieczke do Brazylii!!

Trzy tygodnie temu wrocilam, i wciaz jestem zachwycona!

Po dwunastogodzinnym locie wyladowalam w Rio de Janeiro! Zatrzymalam sie w malym hoteliku w dzielnicy artystow - Santa Teresa. Widok z mojego okna hotelowego.... 

0011

A przy sniadaniu towarzystwa dotrzymywal mi malutki koliber. Codziennie przylatywal i wypijal nektar z hibiskusa.

0013

 

Z Santa Teresa do centrum Rio wozil mnie Bonde - zolty tramwaj, ktory kiedys byl publicznym srodkiem transportu, teraz jest raczej atrakcja turystyczna. Podobno jezdzi po najstarszych torach ulicznych na swiecie! 

Na jednej z uliczek Santa Teresa zauwazylam ten przepiekny hold dla Bonde - obrazki tramwaju wykonane z potluczonej ceramiki.

0017

 

Slynnym widoczniem z Rio jest Bonde przejezdzajacy po tzw. Lapa Arch (Luki Lapa).  

0077Lapa jest dzielnica Rio, ktora w ciagu dnia jest piekna, ale za to w weekend wieczorem staje sie jedna wielka impreza!! 

W Lapa wlasnie spedzilam jeden z najbardziej niesamowitych wieczorow w Rio. Najpierw wybralam sie do klubu samby. Muzyka na zywo,  ludzie tancza na parkiecie, jedza i popijaja narodowy koktail - caipirinha (caipirinia). Caipirinha jest zrobiona z lokalnego alkoholu  - Cachaca. Lod, cachaca, cukier i sok z limonki. Voila, Caipirinia gotowa! Przepyszna. 

00550051

Maja bardzo ciekawy sposob wystawiania rachunku. Dostaje sie kartke, na ktorej kelner odhacza co sie zamawialo w ciagu wieczoru, a pozniej placi sie za wszystko w kasie. Dobry system, poniewaz podobno w niektorych miejscach zdarzaja sie sytuacje, gdzie kelnerzy probuja policzyc za drinki nigdy nie zamowione... 

0052

Po wyjsciu z klubu samby (narodowy taniec Brazylii) znalazlam sie na ulicy pelnej zycia nocnego - po obu stronach chodnika ciasno ustawione byly budki serwujace najrozmaitsze rodzaje jedenia, oraz alkohol - picie na ulicach w Brazylii jest legalne. Zatrzymalam sie przy jednej z budek, i zamowilam sobie caipirinha. Wlascicielka budki przygotowala drinka, pozniej wyszla z budki z drinkiem, litrowa butelka cachaca, podeszla do mnie, i kazala mi sprobowac. Po czym dolewala cachaca do drinka, tyle, ile chcialam. Mierzenie? Alez po co! Absolutnie nie. Miarka byl moj apetyt na to, jaki silny koktail ma byc. Powiem tylko tyle - po 3 drinkach nie pamietam, jak wrocilam do hotelu. A najlepsze jest to, ze kazdy koktail kosztowal 5 zlotych! Piec! 

Ulica zatloczona ludzmi, ktorzy jedza, pija, bawia sie i tancza. Nie stac Cie na wstep do klubu samby? Nie szkodzi. Bawmy sie na ulicy! Samba przyjdzie do ciebie! (ponizej na zdjeciu perkusista rozstawil swoj sprzet tuz obok wielkiej gory smieci, i gral. A ludzie tanczyli). O piatej rano tlumy byly tak samo wielkie jak o 22. 

0056

To byl niesamowity wieczor, nie przezylam czegos takiego jeszcze nigdy. Obserwowanie setek Brazylijczykow, tanczacych, bawiacych sie, spedzajacych cala noc na ulicy z przyjaciolmi, picie super mocnych koktaili siedzac na krawezniku - niesamowite przezycie. A co najciekawsze, Brazylijczycy duzo nie maja, ale sa generalnie ludzmi bardzo szczesliwymi, i - oczywiscie - lubiacymi sie bawic! 

Halloween!

sylwiastep

Dzis rano obudzilam sie do wywiadu w Radio Zet z kims tam kims tam (z kosciola), kto przekonywal sluchaczy dlaczego Kosciol Katolicki absolutnie nie pochwala Halloween (bo to swieto poganskie. A znicze tez kiedys byly poganskie, dopytuje reporter. Ale znicze to swiatlo, to znak zycia, a poza menora (swiecznik zydowski) to juz od dawna w religii jest, wiec znicz nie jest poganski, no i w dodatku naukowe badania udowodnily, ze jak dzieci sie przebieraja na Halloween i widza slodycze w ksztalcie duchow i tak dalej, to bardzo to przezywaja, i to prawie jest jak trauma).

Jak to jest naprawde z tymi badaniami naukowymi to nie mam pojecia, ale postanowilam, ze sie wymaluje do pracy, bo fajny filmik instruktazowy widzialam. I sie wymalowalam. Ola od samego rana mi tylek trula, ze chce lazic na tzw. Trick or Treat - bardzo popularna w UK i w Stanach Zjednoczonych tradycja. W dniu Halloween domy sa dekorowane - dynie z powycinanymi 'mordami' i swieczka w srodku, kosciotrupy, duchy, nietoperze, pajeczyny, i wszelkiego rodzaju rozne takie. Dzieci (z kims doroslym) chodza od domu do domu, gdy ktos otworzy drzwi krzycza: "Trick or treat!!!" (czyli albo dacie nam slodycze, albo wam splatamy psikusa). I dostaja cala mase slodyczy, ktore w normalnym zyciu dzieci jadlyby przez caly rok, no ale przeciez jest Halloween!

Olka od samego rana tylek mi trula, ze chce chodzic po domach. Jak do tej pory dziewczyny co roku w Halloween byly u ojca, wiec nie mialam problemu, przejmowac sie nie musialam. W tym roku dla odmiany na mnie spadl obowiazek 'psikusowania'. Wcale mi sie nie chcialo, i powiedzialam, ze absolutnie nie.

Wracam z pracy.

Powitalo mnie dziecko, ktore samo sie przerobilo na 'szalona pielegniarke'. Bylam pod wrazeniem! Wysmarowala sie sztuczna krwia, na szyi zrobila sobie 'rane', lub 'naciecie' - cala jej kreatywnosc wyszla - uzyla papieru, pomalowanego make up-em, wypelnionego sztuczna krwia, i do szyi przyklejonego MIODEM!!!! (bo klej nie trzymal, jak sie dowiedzialam).

Nie moglam odmowic! Wyszlysmy na ulice.

Hordy dzieciakow szwedaly sie od drzwi do drzwi, co trzeci dom ma dynie wystawiona przed domem.

Ponad godzine zajelo nam przejscie dwoch ulic (wcale nie takich znow dlugich.....).

Po poltorej godzinie wrocilysmy do domu, z zapasem slodyczy dzieki ktorym mozna 10 kilo utyc.

Ola szczesliwa. Ja tez, bo szczescie dziecka przynosi  radosc.

A oto moja pielegniareczka (nie wiem, co sie dzieje ze zdjeciami, kazde jest w poprzek!!!).

20171031_16.24.16

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci