czwartek, 30 września 2004
P.S. do komentarza
Przytaczam tutaj jeden komentarz, poniewaz jesli frisky2 mysli, ze nie lubie Kataru, to moze inni tez tak mysla? A ja nie chce, aby ktokolwiek tak myslal, bo to byloby nie fair. Dlatego najpierw komentarz, a potem moja odpowiedz.
frisky2
2004/09/23 15:42:25
Jest takie powiedzenie angielskie: jak czegos nie mozesz zwalczyc, to staraj sie to polubic.
Mam wrazenie ze mialoby zastosowanie do ciebie: ten Katar przyjmujesz jako zlo konieczne, bo tyle tam innych i dziwnych rzeczy i zwyczajow, do ktorych trudno sie przyzwyczaic. Ale jakby popatrzec na to z innej strony, odnalezc te pewna beztroske cechujaca tych ludzi, nie przejmowanie sie przyszloscia, zrozumiec, ze zwykla czynnosc urzednicza zalatwia sie nie w 30 minut jak w Polsce, ale w 3 dni, to wtedy zycie staloby sie lzejsze i nabraloby barw. A upal? tez jest do zniesienia, po pewnym czasie nawet jest tak normalny, ze nie stanowi problemu. Pozdrawiam
I moja odpowiedz

Ale to wcale nie jest tak. Bo ja naprawde lubie Katar. Pomimo tych wszystkich absurdow, i rodowitych Katarczykow, ktorzy patrza na wszystkich z gory, i nudy. Bo tu jest po prostu nudno (ja sie nie potrafie nudzic, wiec sobie szukam roznych rozrywek, ale fakt jest faktem). Ja nie narzekam na Katar (tak mi sie wydaje, w kazdym badz razie :) ), ja tylko opisuje te absurdy.

I to chyba dobrze, bo juz zauwazylam, ze do niektorych rzeczy, ktore mnie dziwily na poczatku, sie przyzwyczailam, i traktuje je jak cos normalnego. A tak to zawsze moge sobie wrocic, poczytac, i nie pojdzie w zapomnienie.

Np. moj maz, on kocha Polske. Ale tuz po przyjezdzie wiele rzeczy go dziwilo, wiele rzeczy wkurzalo. I o tym mowil. Nie potrafil wielu rzeczy zrozumiec. Teraz nie potrafi wymienic nawet kilku z nich. A Polske, jak juz napisalam, kocha.

 

Bo lubi sie cos (albo kocha) pomimo.

 

Dlatego frisky2, i wszyscy inni: jesli ktos mysli, ze mi sie Katar nie podoba, to prostuje: podoba mi sie. Nie zawsze, ale generalnie i w wiekszosci.

A jak mi sie przestanie podobac, to dam Wam znac.

:)

Upierdliwi wspollokatorzy

Mamy wspollokatorow. Niechcianych. Niepozadanych. Upierdliwych i obrzydliwych. 

MROWKI.

Czy ktokolwiek z Was mieszkal kiedykolwiek z mrowkami? Bo jesli tak, to wie o czym mowie. A jesli nie, to sobie tego nie bedzie umial wyobrazic.

Nasze mrowki ulokowaly się glownie w kuchni. Chociaz w lazienkach tez się trafiaja. A ostatnio znalazlam kilka na kanapie.

I te mrowki tak sobie laza. Wchodzi czlowiek do kuchni, podchodzi do zlewu (rejony zlewu upodobaly sobie najbardziej), a tam defilada stworzen – po scianach, po zlewie, po blacie roboczym, po naczyniach.... A ja (probujac powstrzymac dreszcze obrzydzenia) te mrowki paluchem rozgniatam, a jak jest ich ponad 50 to kapciem wale na oslep...

Ostatnio utluklam pare mrowek uprawiajacych seks. Albo moze tylko mi się wydawalo ze one kopuluja, bo byly ze soba sczepione? Jak się kochaja mrowki? Czy mrowki w ogole się kochaja?

A wczoraj kupilam Raid, co to zabija na smierc, i wypsikalam cala kuchnie. Wali do dzisiaj. No i boje się jedzenie klasc gdziekolwiek, bo co jak meza otruje? Nikt mi nie uwierzy, ze to niechcacy...

Ale chociaz jak na razie mrowek nie ma. Przynajmniej kolo zlewu, bo dzis wyjelam ciastka z szafki, a ze srodka mi się wysypaly.... 

MROWKI.

Juz jestem, tesknilam

MAM! MAM! internet, i dzialajacy komputer!!! Hurra!

Internet mi zainstalowali dzisiaj, takie jakies 10 minut temu! Dziecku dalam "babelki", robi mi basen w salonie, ale mam spokoj i moge napisac w Mazusach!

Teraz juz wiem, ze jestem uzalezniona - rece mi sie trzesly, zrenice sie powiekszyly do rozmiarow talerzykow, ale mam, dziala, znow jestem w swiecie zywych! ;-)

poniedziałek, 20 września 2004
Qtel, czyli telekomunikacja po katarsku

Oj, wytrzymac nie moglam, wiec cichaczem sie zakradlam do "sluzbowki", dziecko spac polozylam, i zasiadlam przed komputerem... (bo w domu wciaz jeszcze nie mamy internetu :( )

I opisze Wam cos, co pewnie niektorzy z Was jeszcze pamietaja z nie tak odleglych czasow w Polsce...

Mamy telefon. Chcialam sie dowiedziec:

1. Ile wynosi miesieczny abonament (wiem, ze polaczenia lokalne sa "za darmo", czyli w abonamencie);

2. Jak moge sie polaczyc z Internetem;

3. Ile kosztuje minuta rozmowy z Polska.

Znalazlam numer biura Qtel (Qtel jest monopolista w Katarze, tak jak kiedys TPSA. Nie ma innego dostawcy - Qtel daje telefony, Internet, i komorkowe numery). Zadzwonilam. Zaczelam od nieszczesnego abonamentu.

- Prosze zadzwonic pod 123* - uslyszalam.

Pokornie dzwonie.

- Nie, to nie u nas, prosze zadzwonic pod 456.

Dzwonie. Zadaje pytanie.

- Acha, acha, mhmmm (slysze podczas gdy tlumacze). A tak w ogole to o co chodzi? (slysze na koniec).

Tlumacze ponownie.

- A nie, to prosze pod 789.

Wkurzona juz dzwonie pod 789. Pan prosi o jakis numer. Podaje numer naszego telefonu. Niestety, on tego numeru nie ma.

- Jak to pan nie ma, skoro ja do pana dzwonie z tego wlasnie numeru?

Pan prosi o numer jakiegos kabla. Jaki kurcze kabel?

- Bo widzi pani, my jestesmy od kabli. Jak pani chce co innego, niech pani dzwoni pod 456.

- Ale ja tam dzwonilam, i kazali mi do pana....

- Niech pani zadzwoni pod 456 a na koncu zero wykreci.

Co za cholera!

W koncu dodzwonilam sie gdzies, ile miesiecznie place? pytam, prosze o numer telefonu, slysze, radosnie podaje, majac nadzieje...

465 QR pani bez wahania walnela! Ozesz! Za miesiac??? Czemu tak duzo, sie pytam? Czy jest jakakolwiek szansa, aby placic mniej? Ale juz sie nie dowiedzialam, bo Pani nie umiala mi odpowiedziec. Podejrzewam, iz jej znajomosc angielskiego skonczyla sie na 465 riyals.

Pytanie drugie - internet. Tu bylo latwiej, ale i tak musialam wykrecic 3 numery, aby sie dowiedziec jak sie polaczyc. I chwala Wszechmocnemu ze pamietalam, iz w Polsce potrzebne jest haslo, jesli sie dzwoni przez modem, to sie zapytalam. Jakbym sie nie zapytala, to by mi pan nie powiedzial...

Z polaczeniami miedzynarodowymi bylo jeszcze latwiej - tylko 1 numer!! 1 minuta polaczenia z Europa kosztuje ponad 2 QR**

Cala ta rozmowa kosztowala mnie wykrecenie okolo 10 numerow, zmarnowana godzine (tak, tak, wcale nie krocej), i.... brak wiedzy. Bo ja wciaz nie wiem, jaki jest moj abonament, i czy sa rozne abonamenty, i czy jest opcja aby mniej placic za telefon, ktorego sie nie uzywa....

Ech...

Od okienka, do okienka, od jednej pani, do drugiej pani... Pamietacie?

I jeszcze pare telefonicznych "kwiatkow":

  • Wszystkie polaczenia lokalne sa za darmo.
  • Nie ma tutaj czegos takiego jak automatyczna sekretarka, nawet na komorce. Przynajmniej ludzie, z ktorymi rozmawialam, o czyms takim nie slyszeli.
  • Wolniejszy ISDN jest drozszy niz szybszy ADSL. Podobno dlatego, ze ISDN jest dla biur, a ADSL dla domow.
  • Nigdzie nie podaje sie adresow!!! Wszedzie numery telefonow. Czyli np. typowa informacja na temat centrum handlowego:

City Center shopping mall, telephone number: 445 00 20

Ja nie wiem, ale pewnie jak sie chce gdzies pojechac, to trzeba zadzwonic, i oni droge tlumacza...

  • Numery telefonow (zarowno stacjonarnych jak i komorkowych) sa krociotkie - 7cyfrowe.
  • Numery stacjonarne zaczynaja sie na 4, numery komorkowe na 5.

* Numery sa pozmieniane. Nie dla niepoznaki, tylko dlatego, ze notatki z moich rozmow z Qtel'em zostawilam w domu i nie pamietam tych numerow. Jak komus zalezy, dopisze w komentarzach potem.

** Zapomnialam, notatki j.w. Jesli ktos chce, dopisze ile dokladnie :)

wtorek, 14 września 2004
Smutki :)

Zuzia, 2,5 (jak sama o sobie mowi) byla niegrzeczna, i dostala bure od mamy. Siedzi u mamy na kolanach, cichutko, buzia w podkowke, siedzi i mysli....

W pewnym momencie mowi:

- Mama, mam smutki...

- Dziecko, a jakie ty masz smutki?

- Zolte! bez namyslu odpowiada Zuzia, 2,5, i sie szeroko usmiecha.

Fajnie miec takie smutki....

 
1 , 2 , 3
Archiwum