Menu

OLZUSY u Fajwokloków

Od strony kulinarnej

sylwiastep

W podrozach jedna z rzeczy, ktore mnie bardzo interesuja, jest kuchnia. Lubie jesc lokalne potrawy, poznawac nowe smaki. 

W Meksyku pewnych rzeczy sie nie robi. Na przyklad nie pija sie czarnej herbaty. Rumianek, i owszem, bardzo popularny. Czarna herbata? Absolutnie nie. Dlatego bylam w szoku kiedy uslyszalam 'Si!' na moje pytanie, czy hotel ma czarna herbate. Dostalam. Torebka byla zalana chlodna woda.... Zalozylam, ze to mrozona herbata, i kulturalnie wypilam :) 

Albo jajka na miekko. 10 minut probowalam im wyjasnic, o co mi chodzi z jajkiem na miekko. Chyba w glowie im sie nie miescilo, ze jajko mozna jesc takie jakies niedogotowane. W koncu kelner i kucharz doszli do wniosku, ze wystarczajaco wiedza, o co mi chodzi. I po kilku minutach przyniesli mi jajko na miekko :) 

 20170207_10.50.15

Z drugiej strony, Meksykanie jadaja i pija rzeczy, o ktorych nam sie nie snilo. 

Piwo jest bardzo popularnym napitkiem. Corona jest wszechobecnie dostepna, lokalnym piwem jest Tekate. Ale ja lubie piwo Sol. Bardzo sie ucieszylam, jak w sklepie zobaczylam duze puszki Sol! Od razu kupilam 6. W hotelu, na tarasie, otwieram puszke, zeby cieszyc sie chlodnym piwem i widokiem na morze. Ale co to? Piwo jest...rozowe???? Sprobowalam, smakuje pomidorami! Patrze na puszke, no tak, widze rysunek pomidora i cebuli.... 

Ha. Rzeczywistosc jeszcze gorsza od tego sie okazalo! Piwo nazywalo sie CLAMATO, i, jak nazwa wskazuje, bylo doprawione sokiem z malzy (CLAM) i sokiem z pomidorow (toMATO)! Nie bylo to zle, musze przyznac, ale raczej jako lekarstwo na kaca, a nie jako ozezwiajace piwo! Musze przyznac, ze pozostale 5 puszek odnioslam do supermarketu. Sprzedawczyni bardzo sie usmiala, jak jej wyjasnilam swoja pomylke! :) 

20170207_14.36.33

Skoro o Meksyku mowa, nie mozemy zapomniec o wszechobecnych Margaritach! Jest wiele rodzajow tego koktajlu, w roznych kombinacjach smakowych, ale najlepsza jednak jest Margarita klasyczna, skladajaca sie z tequilli, soku z limonki, oraz pomaranczowego likieru (Cointreau lub podobnego). Moze byc podawana 'on the rocks', czyli na kostkach lodu, lub 'liquid', z lodem drobno pokruszonym. Nieco bardziej wyszukana wersja jest Cadillac - Margarita do ktorej uzywa sie szlachetniejszych trunkow (np. lepszej jakosci tequilli). Na zdjeciu ponizej wersja pomaranczowa.

20170208_20.41.01

 

Po dwoch dniach podrozy - witamy w Loreto!

sylwiastep

Nie ma to jak budzic sie do takich widokow. Moglabym sie do tego przyzwyczaic. Jak mozecie sobie wyobrazic, takich widoczkow nie uswiadczy sie w lutowy poranek w Anglii. Jestem na wakacjach! 

WhatsApp_Image_20170207_at_09.39.59

Nie bylo latwo tutaj sie znalezc. 

Najpierw byl 12 godzinny lot do San Diego. Nie bylo zle - tak wyszlo, ze pierwszy raz w zyciu lecialam w klasie biznes. Nie musze wspominac, ze nie ma porownania do klasy ekonomicznej. Wielkie lozko, na ktorym mozna sie rozlozyc, menu, z ktorego mozna wybrac swobie lunch i obiad (losos? stek w sosie winnym?), szampan podawany na kazde zawolanie.... ciezko bedzie wrocic do podrozowania w klasie ekonomicznej. Na pewno.

W San Diego na lotnisku wsiadlam w autobus, pozniej w tramwaj, ktory zabral mnie do przejscia granicznego w Tijuana - Hola, Mexoco!

Granice do Meksyku przeszlismy na pieszo. Bylismy jedynymi gringos. Pozostali ludzie, przekraczajacy granice w Tijuana byli Meksykaninami, ktorzy - podejrzewam - pracuja w USA.

Pierwsza noc spedzilismy w Tijuana, poniewaz bylo juz bardzo pozno.

Natepnego dnia pobudka wczesnie rano - nie bylo ciezko, bo roznica czasu pomiedzy Tijuana i Londynem wynosi 8 godzin, wiec 6 rano to 5 wieczorem dla mnie. Wsiadamy w samochod i jedziemy - 1200 kilometrow, 15 godzin. Normalnie mozna sie zarypac, przepraszam, za wyrazenie. 15 godzin jazdy non stop! Ale udalo sie! Tuz przed polnoca dojechalismy do LORETO!

Witamy w Baja California! Moi wierni Olzusowi przyjaciele moze pamietaja, ze dwa lata temu bylam na wakacjach w Baja California (pierwszy wpis tutaj) - nigdy nie spodziewalam sie, ze tak szybko powroce do tego przepieknego miejsca!

Po wejsciu do pokoju rzucilam walizki, i padlam na lozko, totalnie wyczerpana. Rano okazalo sie, ze dano mi lepszy pokoj - z widokiem na morze Kortezyjskie. I obudzilam sie do takiego widoku... tak, moglabym budzic sie codziennie do szumu morza i widoku wschodzacego slonca.... 

 

WhatsApp_Image_20170207_at_09.40.04

WhatsApp_Image_20170207_at_09.40.08

Kurczak w czekoladzie

sylwiastep

Dzis bedzie cos dziwnego. Podam Wam przepis na meksykanskie danie, zwane chicken mole. Czyli kurczak z czekolada. Pierwszy raz jadlysmy takiego w Meksyku dwa lata temu. Wiec gdy wpadl mi w rece - zupelnie przypadkowo - przepis, postanowilam sprobowac.

Wyszlo palce lizac. Pomimo, ze brzmi jako dziwaczne polaczenie (kurczak z czekolada??? Naprawde???) - polecam wyprobowac.

20170122_17.02.51

4 udka kurczaka

Drobno posiekana cebula

Lyzeczka pasty chipotle - tak naprawde pasta ta niewiele smak zmienila. Jest to pasta z chilli, wiec podejrzewam, ze posiekana papryczka chilli nada sie rownie dobrze.

Lyzeczka kminku

Pol lyzeczki cynamonu

Dwie puszki pomidorow

Dwie puszki czerwonej fasoli kidney

25g bardzo ciemnej czekolady - minimum 70% kakao. Ja uzylam 85%. Im ciemniejsza czekolada, tym bardziej wyrafinowany posmak

Ryz

 

Kurczaka nalezy obsmazyc, dodac cebule, zeszklic. Dodac paste chilli (lub papryczki), przyprawy, i smazyc przez minute. Dodac pomidory z puszki i fasole. Zagotowac, przykryc, a pozniej na malym ogniu gotowac przez 20 minut.

W tym czasie ugotowac ryz.

Wyjac kurczaka z garnka, polozyc na desce. Sos niech sie gotuje, bez przykrywki, przez kolejne 5 minut, aby odparowal. Kurczaka poskubac na kawalki (dwoma widelcami porozdzierac, nie kroic), dodac do sosu, wraz z czekolada. Dosolic, dopieprzyc, jesli trzeba, ja dodalam lyzeczke cukru, zawsze dodaje jesli gotuje z pomidorami. Podawac z ryzem. Mnaim! 

Dajcie znac co myslicie, jesli sie pokusicie na wyprobowanie przepisu.

 

 

Oswiadczyny

sylwiastep

W Boze Narodzenie bylo nas calkiem sporo. Ja, moje dzieci, Mamusia, przyszla tez kolezanka ze swoim chlopakiem. I przyprowadzila swojego znajomego - taki nieprzewidziany gosc.

Gentleman ma 85 lat. Jest lysy, za to ze sporym wasem. Zebow nie mial zadnych, ale mial za to laseczke i melonik. Na pierwszy rzut oka widac, ze niezly z niego charakterek. Na imie ma David.

David nie przepada za ludzmi, za to lubi zwierzeta. Ma byka, ktory siedzi z nim w salonie i oglada z nim telewizje. Tak, prawdziwego, wielkiego byka. David kiedys chyba mial fortune. Wielka firma, Bentleye, konie, krowy, posiadlosci i zimie. Ile z tego zostalo, nie wiem. Na pewno pozostaly mu tony osobowosci.

David zaprosil nas na swoja farme, zebysmy konno jezdzily. Ba, zaoferowal, ze da moim dzieciom konia w posiadanie.

Dzien po Bozym Narodzeniu kolezanka mowi, ze David chcialby abym do niego zadzwonila. Zadzwonilam. Poprosil, abym przyjechala do niego. Sama. Bo musi ze mna porozmawiac.

Pojechalam, bo mi szybko do glowy zadna wymowka nie przyszla. Z Mamusia pojechalam.

David wlaczyl nam wideo - dresaz konia. Pozniej koncert skrzypacki.

Pozniej przysiadl na rogu kanapy, i zagail:

- Co by Twoje dzieci powiedzialy na to, gdybys chciala ponownie wyjsc za maz?

- Najpierw musze znalezc kandydata - odpowiedzialam, smiejac sie.

David troche sie wahal, troche zrobil sie niesmialy, w koncu zebral w sobie cala odwage, i wypalil:

- Wiem, ze tylko raz cie widzialem w zyciu. Ale chcialbym cie poslubic. Przemysl to sobie. Nie musisz mi od razu odpowiadac, przemysl to sobie, porozmawiaj z dziecmi, i daj mi odpowiedz jak bedziesz gotowa. 

Pozniej przyniosl zdjecie posiadlosci, ktora znajduje sie na farmie. I stajni. I dodal na zachete:

- Dostaniesz polowe mojej firmy....

Pewnie zauwazyl, ze sie wciaz waham, bo na zachete dodal:

- Kiedy masz urodziny? W sierpniu? Kupie Ci Bentleya.....

 

Swieta....

sylwiastep

Przyszly Swieta, i przyjechala Mamusia w odwiedziny. Bardzo dobrze, ze przyjechala, pierogi juz zrobila. Reszte smakolykow wigilijnych zakupilam w polskim sklepie. Krokiety i uszka, i co tam jeszcze. Dzieki temu Swieta nie sa stresujace, i nie jestem zmeczona. Niestety kapusta z grochem juz sie wyprzedala, wiec nie bedzie.

A jutro - udziec jagniecy. Pewnie malo tradycyjnie, co jadacie w Boze Narodzenie na obiad? Bo mnie wszyscy tutaj pytaja, co sie jada w Polsce, i nie wiem... 

Tymczasem, chcialabym Wam wszystkim, moim kochanym Czytelnikom, ktorzy sa ze mna od wielu, wielu lat, i tym calkiem nowym, zyczyc wszystkiego najlepszego w te Swieta, duzo spokoju, i zdrowia, i radosci, zeby troski i zmartwienia zostaly za drzwiami, i to, co Was zazwyczaj trapi aby zostalo zapomniane. xxx

moose1914538_1920

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci