Menu

OLZUSY u Fajwokloków

Email z Doha

sylwiastep

Matt juz wyjechal. W niedziele, o 5 rano. Smutno tu bez niego.... Nie myslalam, ze tak mi sie bedzie przykrzylo...

Dzis napisal do mnie maila. Oto fragmenty (te, opisujace "jak tam jest"):

  • (...) Internet access it limited in the office here. I don't have computer yet. I am being asked to look at car park designs. I am not sure about this job.
  • (...) living in this villa which is huge. My bedroom is the size of our bedroom and lounge put together (one positive for living here I suppose is that rooms are big).
  • The A/C seems to be working better.
  • When we landed in Saudi (z Amsterdamu polecieli do Saudi Arabia, tam sie zatrzymali aby wysadzic pasazerow lecacy do Arabii) I stayed on the plane with most of the other westerners staying too. One funny thing – when we crossed the border of Saudi the aircrew had to collect all the old bottles and cans of alcohol to ensure that no one drunk alcohol ‘in Saudi’.
  • Then took off and landed in Doha 30 mins later. The heat just hits you when you get off the plane and this is 10pm at night. I am worried about the temperature tomorrow.
  • (...) It seems that the weekend is Friday and Saturday. The working day finishes at 6:30pm. I will tell you more when I go to the office tomorrow.
  • I get the impression nothing will be easy here. Speaking to the guy that picked me up, I asked him if he is enjoying his time here – he didn’t really answer – just said it was interesting.
  • (...)I am not sure about this place. It seems to be very dead. Nobody has applied for an alcohol license as they say they don’t drink. One guy has bought a 4x4 vehicle so he can go into the desert at weekend. (...) One of the younger guys said he just stays in and reads books. The villa has a small swimming pool but I don’t think they use it.
  • Doha looks to me like towns in Spain – the buildings are white and the whole place just has that feel about it. When you land the first building you can see is good old McDonalds. There is a shopping centre near the airport (...)Obviously I have seen nothing of Doha yet but so far I am not impressed.

No i jak Wam sie podoba?

Sprostowanie

sylwiastep

Sprostowanie od mojego męża:

"Lodziarka" nie była ubrana w spódniczkę, tylko w niesamowicie obcisłe spodnie 3/4, tzw. rybaczki.

Ciekawe, od kiedy on taki spostrzegawczy...

Arabska wyszukiwarka

sylwiastep

Znalazlam arabska wyszukiwarke. Adres: http://www.arabo.com/. A oto zabawne (a moze nie zabawne, ale inne niz te, ktore znam) rzeczy, ktore da sie tam zauwazyc:

Pasek przewijania po lewej stronie .1

Kursor po prawej stronie .2

Numeracja na koncu (czyli nie tak, jak u nas, na poczatku linijki, po lewej stronie, ale po prawej stronie, tak jak tutaj robie) .3

.Kropki "na poczatku zdania .4

Wszystko tam maja "do gory nogami"....

Mieszkanie

sylwiastep

Jedna z rzeczy, ktore musielismy zrobic, bylo wynajecie mieszkania. W poniedzialek zaczelam dawac ogloszenia. Po roznych internetowych stronach, ze zdjeciami i bez.

Wczoraj przyszla pani z agencji, i przyprowadzila pana. Panu mieszkanie bardzo sie podobalo, i pan chcial to mieszkanie od razu wynajac. Dobrze jest.

Za pol godziny przyszla kolejna pani, z tej samej agencji. Przyprowadzila dwoch panow i jedna pania. Panowie byli ubrani w garnitury, pani w rozowa bluzke, czarna mini, oraz szpilki. Blond wlosy. Utrzymywali oni, ze rozkrecaja biznes w Warszawie, sprzedaz lodow. Hmmm, pani wygladala tak, jakby robila, a nie sprzedawala lody. Podobne skojarzenia mial Matt. Moj maz stwierdzil, iz pewnie chca wynajac mieszkanie, ktore beda wykorzystywali jako dom publiczny. Aczkolwiek im mieszkanie tez sie podobalo, i tez chcieli od razu wynajac.

Nie myslalam, ze to bedzie takie latwe - dwoch kandydatow przychodzi, obydwoje chca mieszkanie, i to my sobie wybieramy kogo chcemy... Zyc, nie umierac!

Na dobry poczatek

sylwiastep

Pokrotce moze opowiem, o co chodzi.

Trzy tygodnie temu powiedziano nam, ze jedziemy do Kataru, na Srodkowym Wschodzie. Powiedziano nam rowniez, ze jedziemy juz teraz. Zatem Matt, moj maz, wyjezdza juz w ta niedziele. My (tzn. ja i nasza corka, Zuzia) zostajemy w Warszawie do polowy sierpnia.

Tyle jest rzeczy do zrobienia przed wyjazdem, ze az mnie to przeraza. Ale miejmy nadzieje, ze sobie poradzimy.

Jak do tej pory udalo mi sie rzucic prace, co wcale nie bylo takie latwe. Ja bardzo lubie swoja prace, bardzo lubie swojego szefa (chyba z wzajemnoscia...), wiec bylo to traumatyczne przezycie.

Miejmy nadzieje, ze uda mi sie pracowac zdalnie przez Internet z Kataru, bo inaczej z nudow tam umre....

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci