Menu

OLZUSY u Fajwokloków

Dlugie 32 godziny - cd

sylwiastep
Odprawa. Pani sprawdzajaca nasze bilety mowi: "Ale tutaj potrzebna jest wiza". My jej tlumaczymy grzecznie, ze wedlug naszych SPRAWDZONYCH infromacji wystarczy nam wiza Matta, oraz odpis aktu malzenstwa. Na tej podstawie ja dostane wize na granicy Kataru. Pani z niedowierzaniem kiwa glowa, ale dzwoni do swojego przelozonego i zadaje pytanie jak to jest z ta wiza. Przelozony pani potwierdza nasza wersje, no i wszystko jest w porzadku. Lecimy najpierw do Amsterdamu, w Amsterdamie czekamy 4 godziny, i lecimy do Kataru. Lot trwa okolo 6 godzin. Wszystko idzie sprawnie, czekanie w Amsterdami sie nie dluzy, bo sobie chodzimy po sklepach, Zuzia posuwa na swoim rowerku nie zwazajac na ludzi, tylko ze te torbiska, ktore musimy taszczyc.... W samolocie do Kataru poznalam dziewczyne, Polke, ktora ma meza Amerykanina i razem od dwoch miesiecy mieszkaja w Doha. Opowiedziala mi kilka szczegolow na temat zycia w Katarze (relaks, potem relaks, a na koniec tuz przed pojsciem spac znow relaks.) oraz zycia w Arabii Saudyjskiej. W Arabii wszystkie kobiety, nawet cudzoziemki, musza nosic te ichniejsze dlugie, czarne suknie, suknie musza byc odpowiednio dlugie, poniewaz jest policja moralna, ktora chodzi i wyszukuje kobiety, ktorym piety widac spod szat, a nastepnie bije te kobiety. Poza tym w Arabii kobiety nie moga nawet jezdzic taksowka bezpiecznie, poniewaz gwalty kobiet przez taksowkarzy sa na porzadku dziennym. Jednak najciekawsza historia byla ta o piatkowych targach, gdzie to publicznie obcina sie dlon zlodziejom - nawet teraz, w 21 wieku!!! Lecac do Kataru jest miedzyladowanie w Arabii. Ciekawa rzecza, ktora zaobserwowalam byly kobiety Arabskie, ubrane normalnie, po "zachodniemu". Tuz przed przylotem do Arabii wszystkie jak jeden maz zaczely zakladac czarne suknie, chusty na glowy, zakrywac twarze. Niesamowite! Przylecielismy do Kataru. Idziemy do okienka po wize. Celnik oglada paszport Matta, jego dokumenty, wszystko jest ok. Potem kolej na moj paszport. I tu sie problemy zaczely. Bo sie okazalo, ze moge dostac wize jedynie w trzech wypadkach. Po pierwsze jesli mam czlonka najblizszej rodziny (czyli np. meza), ktory ma karte pobytu w Katarze. Matt nie ma. Po drugie, jesli pochodze z jednego z 33 panstw, ktore wize moga dostac. Polska tym krajem nie jest. Po trzecie (najlepsze), jesli przylecielismy Katarskimi liniami lotniczymi, to tez bym wize dostala. No ale poniewaz przylecielismy KLM, wiec sie nie kwalifikuje... :( I CO TERAZ??? Glowny oficer do spraw emigracji zaczal szukac jakiegos wyjscia - dzwonimy tu i tam (w Katarze wszystko sie zalatwi jesli ma sie znajomosci z wysoko postawionymi urzednikami), ale poniewaz jest prawie polnoc, wiec nie udaje sie z nikim skontaktowac. Celnik zaproponowal, abym poleciala do pobliskiego Baraihn, i wrocila do Kataru kataryjskimi liniami lotniczymi. Ale oczywiscie to tez by nie zdalo egzaminu, bo do Baraihn tez trzeba miec wize, a ja nie mam... Zrobila sie wielka afera, mnostwo ludzi dookola nas, w tym miedzy innymi przedstawicielka linii KLM, ktora przyszla nas.... odprowadzic do samolotu!!! Tak, tak, wyjscia nie bylo, musielismy wracac! Zatem z eskorta policji i przedstawicielki KLMu poszlismy do samolotu... tego samego, ktory nas do Kataru przywiozl. W biegu (bo samolot mial juz odlatywac, i czekal tylko na nas), na wariata, nie jestem pewna, czy nas nawet check in na ten samolot... A potem to juz tylko deja vu, tyle tylko ze od konca - te same przekaski, te same wiadomosci w telewizji na pokladzie, Amsterdam, kilkugodzinne czekanie, lot do Warszawy. I juz, i tyle. Do Kataru wylecielismy 18 sierpnia o 4 rano, a wrocilismy 19 w poludnie. Dwa niecale dni, okolo 12000 kilometrow, 32 godziny podrozy, 6 startow i 6 ladowan. To byly najdluzsze 32 godzniny w naszym zyciu...

Dlugie 32 godziny

sylwiastep
18 sierpnia 2004 roku. To juz jutro wylatujemy. Musimy wyjechac z domu okolo 4:30. Ooops, wlasnie sobie uswiadomilismy, ze nie mamy juz nawet budzika... 19 sierpnia 2004 roku. Udalo nam sie wstac na czas. Matt pakuje ostatnie rzeczy, ja dzwonie po taksowke do firmy nazwijmy ja A. Bedzie za 10 minut - pani mowi. Ale my potrzebujemy taka duza, wie pani, bo mamy duzo bagazy. No to jest problem, pani na to, sprawdze, co sie da zrobic, prosze zadzwonic za 15 minut. No tak, tylko ze za 15 minut to my musimy byc na lotnisku... Dzwoni telefon. Ach, pewnie znalazla duza taksowke! Ciesze sie. Ale to byl moj kolega, ktory zadzwonil sie pozegnac. (Dzieki Ucio!). Podal mi telefony do innych firm. Dzwonie do firmy B. Potrzebuje duze auto. Dobrze, bedzie za 10 minut, pani mowi. Juz sie ciesze, dzwonie do firmy A, mowie, ze juz nie potrzebuje taksowki. Skonczylam rozmawiac, telefon dzwoni. Pani z firmy B mowi ze jednak taksowki nie bedzie. O kurcze, i co teraz. Na szczescie pani z firmy B obiecuje, ze porozmawia jeszcze raz z kierowca. Dzwoni po minucie, kierowca bedzie za 15 minut. Lepszy rydz niz nic, jak to mowia. 10 kolejnych minut. Znow telefon. Pani z firmy B dzwoni. Panstwo zamawiali taksowke, ona juz czeka. Schodzimy na dol. Taksowki nie ma. Ide dookola bloku, mijam jedna taksowke (firmy A), zaraz za nia jest taksowka firmy B. Okazalo sie, ze firma A rowniez przyslala taksowke, mimo ze odwolalismy... Szkoda mi faceta, bo sie naczekal niepotrzebnie... Juz w taksowce, w drodze na lotnisko. Wreszcie!

Przed wyjazdem

sylwiastep
W mieszkaniu nie zostalo juz prawie nic, oprocz mebli i kilku osobistych rzeczy. No i oczywiscie naszych toreb, zawierajacych cale nasze zycie, no, moze jakis jego skrawek, czyli generalnie rzeczy ktore zabieramy ze soba do Kataru. Bagaze przepakowywalismy kilka razy. A to dlatego, ze linie lotnicze KLM maja bardzo surowe zasady jesli chodzi o bagaz. Poprzednio Matt lecac do Kataru musial zaplacic 900 dolarow za nadbagaż!!! Chcac uniknac placenia tym razem, musielismy niezle sie naglowic. Moglismy zabrac ze soba 20 kilogramow bagazu kazde z nas (czyli razem 60kg), oraz po 10kg bagazu podrecznego. Wydaje sie sporo, ale jak tu spakowac to, co sie gromadzilo przez kilka lat w trzy niewielkie torby? Zatem sie przepakowywalismy i przepakowywalismy. W koncu sie jakos udalo, ale torby byly wypchane do granic niemozliwosci - ledwo sie dalo je zasunac. No i najlepszy byl bagaz podreczny - wygladalismy jak przekupy z rynku, bo mielismy duza torbe, dwa ogromne plecaki, laptop, kamera, ale najlepsze byly trzy przeswitujace plastykowe reklamowki (bo nam normalnych toreb braklo...) wypchane zarciem w sloikach dla dziecka, majtkami, i innymi "skarbami" typu cukierki, i takie tam... No i oczywiscie moja torebka, rowerek Zuzi, i Zuzia ze swoja olbrzymia lala, ktora i tak mama niesc musiala (lala sie oczywiscie do torby nie zmiescila, i musielismy udawac, ze dziecko bez lali sie nigdzie nie ruszy...)

Funny things

sylwiastep

Some funny things I heard today from an expat

1) There are three things bad about working in the Middle East

    June, July and August

2) When do you know you are living in Doha for too long.

    You put you coat on when you go inside a building (not sure if you understand this one but you will when you come here)

Other funny observations:

1) Coke cans all have the old style ring pulls,  I haven't seen them for years

2) They have one million types of plastic food bags of varying size (imagine the toilet roll section in Tesco and you get the idea)

Monday, July 26

sylwiastep

I jeszcze kilka uwag na temat tego, "jak tam jest".

  • Outside the office it is 45 degrees and the humidity is varying dramatically.
  • We have to have a medical test whilst we are here
    for residency.
  • You can dirve for 2 weeks on your driving license and then you have to have an eye test and you get a qatari driving license.
  • I get a hire car tomorrow morning for the two weeks I am here.  Not sure what to do with it though as there is nowhere I can go.  Lots people are on holiday at the moment so it feels very slow and dead here.
  • Can you believe that to open a work email account you have to get your sponsor to approve it (I have no idea who the sponsor is but someone in the government) - mad huh!! It seems that you need a sponsor for
    everything (mobile phones etc).
  • I will let you know about apratments but everyone is saying it takes months to arrange something. It is scaring my how long these thing take and that everyone is saying that you should come out when it is all sorted.
  • I ask people what they do at weekends and they say "meet family".  The english guys don't seem to do anything.

Poza tym biedny Matt wciaz nie wie, co tam bedzie robil. Pisze tak:
I don't really know any more about my work.  A lot is going on but I don't know exactly what I will be doing.

Wiedzialam, ze tam nie bedzie super, ale zeby az tak??? Chociaz, sa tez dobre strony. Np. w biurze:

  • Can you believe they is a boy who just makes tea and coffee all day. 
    Also you are not expected to do any photocopying -there is someone to do this for you.

© OLZUSY u Fajwokloków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci